piątek, 9 października 2026

Nóż, siekiera, bomba własnej roboty...


 Coraz częściej pojawiające się nagłówki w mediach, opisujące niebezpieczne zachowania młodych ludzi budzą niepokój i pytania o przyszłość. Temat agresji, fascynacji niebezpiecznymi narzędziami i  destrukcyjnych zachowań wśród młodzieży w ostatnich dniach kolejny raz zelektryzował Polaków i wzbudził ogromne emocje społeczne. Obserwowany w ostatnich latach wzrost polaryzacji, radykalizacji oraz agresji w społeczeństwie coraz wyraźniej i brutalniej odbija się na dzieciach i młodzieży. Aktualnie dorośli udają zszokowanych eskalującymi ekscesami dzieciaków i przerzucają winę za ten stan rzeczy, niczym gorący kartofel w różnych kierunkach, byle tylko dalej od siebie. A przecież to dorośli tworzą ramy i dają przykład. Jako stary pedagog pozwolę sobie głośno powiedzieć: dzieci nie żyją w próżni – są uważnymi obserwatorami świata dorosłych, od których przejmują wzorce zachowań, język oraz sposoby radzenia sobie z konfliktami. Skoro dorośli czy to w domu czy w przestrzeni publicznej rozwiązują spory poprzez krzyk, chamskie inwektywy, obrażanie i dehumanizację przeciwnika, dzieci naturalnie chłoną od dorosłych i przenoszą te "metody" na swój grunt. Znęcanie się, wykluczenie rówieśnicze czy agresja fizyczna i słowna stają się coraz bardziej bezwzględne. Często motywem ataków staje się odmienność – czy to pod względem statusu materialnego, wyglądu, poglądów, czy pochodzenia. Skąd to się bierze? Dorośli wydają się zapominać, że dzieci są ich lustrem. Metafora dziecka jako lustra idealnie oddaje mechanizm, który w psychologi nazywa się modelowaniem lub uczeniem społecznym. Dzieci znacznie rzadziej słuchają tego, co dorośli mówią, a znacznie uważniej obserwują to, co dorośli robią. A więc uczą się postaw i zachowań od dorosłych. Kiedy w świecie dorosłych normą staje się język pełen pogardy, brak szacunku i tolerancji dla odmiennych poglądów oraz agresywne reagowanie na frustrację, dzieci odbijają te zachowania w skali 1:1, często w jeszcze bardziej przerysowanej formie. Zapominanie o tej odpowiedzialności to jeden z największych grzechów współczesnego świata dorosłych. Wymagamy od dzieci empatii, spokoju i tolerancji, sami oferując im w przestrzeni publicznej i prywatnej spektakl ciągłej walki i polaryzacji. Do tego młodzi ludzie spędzają ogromną część życia w słabo lub wcale nie kontrolowanej przez dorosłych przestrzeni cyfrowej, gdzie algorytmy mediów społecznościowych /zaprojektowane przez dorosłych/  często premiują skrajne, kontrowersyjne treści, ponieważ polaryzacja generuje większe zyski, gdzie język debaty publicznej pełen pogardy i agresji stał się normą. Gdzie cyberbullying, kultura "cancelowania" czy memy podszyte nienawiścią normalizują agresję w codziennej komunikacji rówieśniczej/wystarczy tylko posłuchać choćby na ulicy jak młodzi ludzie ze sobą rozmawiają by unaocznić sobie jak zmieniła się forma komunikacji/. Tu dodać należy, że współczesne dzieci i młodzież mierzą się z ogromnym kryzysem odporności psychicznej. Badania i statystyki z ostatnich lat wyraźnie pokazują, że młodzi ludzie są dziś bardziej podatni na stres, stany lękowe oraz depresję niż poprzednie pokolenia. Nie muszę chyba mówić, że ci młodzi ludzie szukając tożsamości i poczucia przynależności w cyberprzestrzeni są łatwym łupem, są podatni i łatwo ulegają internetowej manipulacji oraz skrajnym narracjom /zarówno politycznym, światopoglądowym, jak i społecznym/. Dodać też należy, że świat dorosłych często nie nadąża z zapewnieniem dzieciom odpowiedniego wsparcia emocjonalnego. A poczucie osamotnienia, lęku o przyszłość czy zagubienia w sieci sprawia, że młodzi ludzie są jeszcze bardziej podatni na radykalne ideologie, które oferują proste odpowiedzi i poczucie przynależności. Tak więc odpowiedzialność świata dorosłych za radykalizację i agresję młodego pokolenia jest niezaprzeczalna. Jednak uczciwie muszę dodać, że całe zjawisko jest oczywiście nieco bardziej złożone /przypomina trochę system naczyń połaczonych/, gdyż na zachowanie dzieci wpływają także procesy rówieśnicze /presja grupy/ oraz czynniki biologiczne i rozwojowe /naturalna dla wieku nastoletniego potrzeba buntu i poszukiwania skrajności/. W dzisiejszym wpisie mówię głównie o odpowiedzialności świata dorosłych za radykalizację i agresję młodych ludzi gdyż to właśnie świat dorosłych tworzy architekturę społeczną, emocjonalną i cyfrową, w której dorastają młodzi ludzie, a zrzucanie winy wyłącznie na "trudną młodzież", "złe towarzystwo syna lub córki" jest często ucieczką od odpowiedzialności. Młodzi ludzie rzadko radykalizują się w próżni – ich agresja i radykalizm bywają lustrem, w którym odbijają się zaniedbania, lęki i zachowania dorosłych. Czas przestać umywać ręce, zmienić podejście do problemu, zająć się nim na poważnie i zacząć wreszcie konstruktywnie przeciwdziałać. 


środa, 7 października 2026

"Starzenie się bez godności", czyli życie na własnych warunkach...


 Uważam, że jeżeli człowiek nie robi nic złego drugiemu człowiekowi ani sobie, ani zwierzęciu, ani przyrodzie, to ma pełne prawo, przynajmniej od pewnego wieku, przestać się cenzurować i żyć oraz myśleć tak jak chce, jak mu się podoba. Tymczasem z moich obserwacji wynika, że nadal wielu starszych ludzi myśli, że ponieważ są wiekowi, to muszą być poważni, adekwatnie do wieku. No i strasznie dużo im "NIE WYPADA". A ja bym powiedziała, że powinni być adekwatnie do wieku wyluzowani i mądrzy. Powinni po prostu wiedzieć, że to, co zrobią, co jeszcze wezmą od życia to będą mieć. Przez pokolenia wdrukowywano nam wzorzec, że starość to czas powagi, wyciszenia, a wręcz stopniowego "znikania" i usuwania się w cień. To mityczne "co ludzie powiedzą" oraz "w moim wieku już nie wypada" potrafią skutecznie odebrać radość z ostatnich dekad życia. Śmieszności na starość nie należy się bać.Strach przed śmiesznością na starość często wynika z lęku przed utratą powagi lub kontroli, ale w rzeczywistości dystans do samego siebie to jedna z największych mądrości życiowych. Mamy jedno życie i winniśmy się nim cieszyć jak długo się da. Dojrzałość powinna przynosić wyluzowanie, mądrość i odwagę do brania z życia pełnymi garściami – to kwintesencja nowoczesnego, zdrowego podejścia do starości. Osobiście bardzo podoba mi się powiedzenie: "starsza pani bez godności". Godność oczywiście bardzo cenię, jest ważna. Ale taka bez "połknięcia kija od szczotki", nadęcia, bez nadymania się, obaw, że ktoś coś nam odbierze. Uwielbiam osoby, które "starzeją się bez godności" i cieszą się z tego, że nic nie muszą i robią to na co mają ochotę... są ciekawe i bywają inspirujące. Nie boją się tzw, śmieszności i ubierają się poza konwenansami starszej pani, z fantazją, tańczą, śpiewają, flirtują, chodzą w butach z różową kokardą /celowo przejaskrawiam by pokazać, że radość z drobiazgów nie musi dorastać do cudzych oczekiwań/. Przecież, swoim strojem, zachowaniem osoby te nie robią nic złego innym, po prostu cieszą się życiem. Swoją postawą pokazują innym, że starość nie musi być szaro-bura i smutna, że może być kolorowa, że życiem powinniśmy się radować i żyć na własnych warunkach. Zatem koniec z "wypada". Społeczeństwo często próbuje zamknąć starsze osoby w nudnych schematach i niewidzialności. Wielu pewnie uzna, że przełamywanie tego to akt odwagi a ja dodam, że bardziej pewności siebie i poczucia swojej wartości. Kończąc post pozwolę sobie powiedzieć: - doceniajmy to, ile przeżyliśmy, doceniajmy to, jak długo jesteśmy na świecie, że jeszcze ciągle nam się coś chce, a jak nam się chce, to niech nam się chce, rzeczy takich fajnych, przyjemnych, które zawsze lubiliśmy bo sprawiały nam dużo frajdy. I żyjmy już bardziej dla siebie. Bo jeśli nie teraz to kiedy ??? 

niedziela, 4 października 2026

Starość kontra relacje z dziećmi...


          Klimakterium 2 - E. Jodłowska - Co zrobią z nami nasze dzieci /oficjalny teledysk/

Przekonanie, że dzieci to automatyczna polisa ubezpieczeniowa na starość, to powszechny mit, który często mija się z rzeczywistością. Relacja między starzejącymi się rodzicami a ich dorosłymi dziećmi, o której chcę tu nieco napisać, to jeden z najbardziej złożonych i dynamicznych układów emocjonalnych w życiu człowieka. Te relacje wcale nie są ani łatwe ani takie oczywiste jakby się mogło wydawać i niestety często wymagają od obu stron ułożenia ich na nowo... co czasem wiąże się z wieloma wyzwaniami. My rodzice starzejemy się i po cichu liczymy na częstą obecność, zainteresowanie, wdzięczność oraz opiekę osobistą od naszych dorosłych dzieci. A nasze dzieci w tym czasie wiodą już swoje niezależne życie, boksują się z nim, robią kariery, wiją swoje gniazda i siłą rzeczy oddalają się od nas. Tu dotykamy jednej z najtrudniejszych, a jednocześnie najbardziej naturalnych prawd o rodzicielstwie, że dorastanie dzieci to proces ciągłego żegnania się z kolejnymi etapami ich bliskości, a faza, w której tworzą one własne, niezależne światy, bywa dla nas rodziców chyba najtrudniejsza i jest głębokim testem naszej dojrzałości emocjonalnej. Testem, który nie zawsze zaliczamy za pierwszym podejściem. Szczęśliwie nasze dzieci najczęściej całkowicie nie znikają z naszego życia, ale trzeba sobie powiedzieć, że one nie mogą nam być zastępstwem za cały nasz świat, który odszedł. Bo relacja z dziećmi, choć jest niezwykle ważna, nie zapełni pustki po stracie innych obszarów naszego świata – takich jak dawna tożsamość, praca, partner czy przyjaciele, którzy odeszli. Dzieci mają własne życie, swoje ścieżki i ograniczone zasoby. Próba uczynienia z nich jedynego fundamentu swojego świata bywa bardzo obciążająca dla obu stron. I tu powiedzmy sobie szczerze - budowanie naszej nowej codzienności musi zacząć się od nas samych, a nie od oczekiwań wobec dzieci. Mimo swojego mniej lub bardziej podeszłego wieku powinniśmy mieć także swoje własne życie. Idźmy dalej. Samotność starszych rodziców nie wynika /jak uważa większość/ tylko z braku zainteresowania czy nieobecności w ich życiu dzieci. Problem leży jeszcze głębiej... nawet jeśli te dzieci są obecne, to różnica między ich a naszym sposobem przeżywania świata pozostaje. I nie czarujmy się, to są różne światy. Dlatego często starzy rodzice nie tęsknią tylko za obecnością swoich dorosłych dzieci, ale przede wszystkim za poczuciem wspólnego języka, za możliwością dzielenia codzienności bez wysiłku. Tymczasem rozmowy z dorosłymi dziećmi często wymagają "filtrowania" tematów, by nie wyjść na kogoś, kto poucza, albo nadmiernie wkracza w ich życie lub by nie obarczać ich swoimi troskami bo mają dość własnych. Swoją drogą i tak najczęściej nasze troski nie są przez nich rozumiane. I tym sposobem zaczyna nam brakować dawnej spontaniczności, lekkości w tych relacjach... niestety nie można już tego wymusić ani liczbą wizyt, ani dobrymi intencjami. Bo obecność fizyczna to nie to samo co wspólnotowość. Można siedzieć przy jednym stole podczas niedzielnego obiadu, a jednocześnie czuć dzielący nas ocean różnic w postrzeganiu codzienności, technologii, tempa życia czy priorytetów. I zwyczajnie czuć się obco. Niestety dobrymi intencjami ani częstszymi telefonami nie da się zasypać różnic pokoleniowych. Przez dekady jako rodzice przywykliśmy do bycia centrum wszechświata naszych dzieci, do bycia ich przewodnikami, mentorami i tłumaczami rzeczywistości - tymczasem ten  etap niepostrzeżenie minął. Tamtego domu, tamtego świata już niema. Teraz możemy jeszcze ewentualnie zrobić im pyszne naleśniki, a i to nie wiadomo czy będą wystarczająco dietetyczne i tak dobre jak z Thermomixa. Cała reszta łącznie z naszym życiowym doświadczeniem traktowana jest jak przestarzałe a więc nieaktualne oprogramowanie...czyli do kosza. Niby wiesz, że to taka kolej rzeczy, że odrzucają autorytet rodziców, aby zbudować własną tożsamość, ale i tak jest przykro. Bo przecież dalej jesteśmy tym samym człowiekiem, tym samym rodzicem. Bo bardzo kochamy swoje dzieci i dlatego ta dawna bliskość miała i ma tak wielką dla nas wartość i dlatego też bardzo cierpimy gdy zaczyna jej brakować. Bo nasze dzieci bez względu na ich wiek ciągle są w naszych oczach tymi naszymi dziećmi. Piszę o tych trudnościach w relacjach z dorosłymi już dziećmi bo powszechnie panuje przekonanie, że posiadanie dzieci jest swoistym antidotum na "szczęśliwą" starość. A to nieprawda. Rodzicielstwo to ogromna miłość, ale też ogromny ciężar emocjonalny, który przynosi wiele "siwych włosów", czasem gorzkich łez - to zobowiązanie i emocjonalny rollercoaster, który trwa przez całe życie – i wcale nie kończy się wraz z osiemnastymi urodzinami dziecka. A prawdziwe relacje rzadko przypominają te z lukrowanych reklam. Znacie to porzekadło: "małe dzieci mały kłopot, duże dzieci duży kłopot"... niestety niesie ono w sobie wiele prawdy /czasem nawet bardzo gorzkiej/. Prawdy, którą rodzice najczęściej przemilczają. Rodzice rzadko mówią głośno o rozczarowaniach, lękach czy poczuciu samotności, ponieważ boją się społecznego osądzenia lub poczucia winy. Dlatego powstał ten post, by co nieco tej prawdy wybrzmiało.

piątek, 2 października 2026

Swoisty i jakże dobitny komentarz do Lalki B.Prusa

 


Inka Ink ft. Vokul — Izabel (Lalka Prusa — Official AI Music Video — 1890—1936)

Oglądaj filmik na pełnym ekranie.

Odpaliłam Netflixa i obejrzałam za jednym zamachem  / bo tak mnie wciągnął/ cały 6-odcinkowy serial będący reinterpretacją "Lalki" w reżyserii Pawła Maślony. Ten mini serial nie jest dosłowną ekranizacją powieści Bolesława Prusa, to zdecydowanie coś więcej niż tradycyjna adaptacja podręcznikowa... jest swoistą wartością dodaną do klasycznej wersji. Powiedziałabym, że brakowało nam takiego "lustra" dla dzisiejszych podziałów klasowych i społecznych i Paweł Maślona je nam dostarczył. Twórcy serialu potraktowali tekst Prusa jako elastyczną ramę do opowiedzenia o współczesnych napięciach. Odbrązowili też bohaterów, którzy dzięki temu stali się prawdziwymi ludźmi z krwi i kości. Tomasz Schuchardt jako Wokulski nie jest tu idealizowanym romantykiem – to facet ogarnięty obsesją, potrzebą kontroli...pokazujący mroczną stronę człowieka sukcesu, który desperacko chce wejść do elit. Sandra Drzymalska jako Izabela Łęcka też nie jest jednowymiarowym czarnym charakterem, staje się postacią tragiczną, która w patriarchalnym świecie próbuje wywalczyć sobie choć trochę podmiotowości. Oboje są genialni w swoich rolach. Podobnie jak aktorzy drugiego planu Jacek Braciak i inni. Nadana serialowi współczesna forma sprawia, że XIX-wieczna Warszawa pulsuje rytmem bliskim dzisiejszym realiom. Serial wywołał w sieci potężną dyskusję właśnie przez swoją bezczelność, odwagę i odejście od szkolnej "laurki". Mam wrażenie, że krytyka serialu min. za wulgaryzmy czy uwspółcześnienia wynika też z braku zrozumienia przyjętej przez twórców konwencji. Tak czy inaczej wcale mnie ona nie zraża. Dawno nie widziałam tak dobrego i wciągającego polskiego filmu. Dla mnie to był wciągający i magnetyzujący seans "na raz", seans który pozostanie ze mną na długo...


Żyć bez roli...

 

 Kiedy jesteśmy młodzi, nasi "przeciwnicy" są bardzo namacalni: konkretny człowiek, trudny egzamin, brak pieniędzy, niesprawiedliwy szef czy niesprzyjające okoliczności. To są bitwy, które z grubsza można zaplanować, wygrać lub przegrać. Z czasem jednak personalni wrogowie schodzą na dalszy plan, a na placu boju zostaje czas. To przeciwnik absolutny. To on zmienia miejsca, które znaliśmy, zabiera ludzi zza stołu, zaciera wspomnienia, zabiera sprawność rąk, pamięć, znaczenie dawnych sukcesów. Najtrudniejsze w walce z czasem jest to, że czasu nie da się pokonać tradycyjnymi metodami. Jedynym sposobem na "zwycięstwo" jest zmiana perspektywy – akceptacja przemijania i umiejętność głębokiego przeżywania teraźniejszości, zanim ona także stanie się przeszłością. Tyle tytułem wstępu. Starość, wiek dojrzały - zwał jak zwał jest to obszar, w którym wcale nie łatwo się poruszać. Ten "obszar" wymaga zupełnie nowej mapy drogowej. Poruszanie się po tym etapie życia bywa ogromnym wyzwaniem, pełnym sprzeczności: z jednej strony przynosi życiową mądrość, spokój i wolność od dawnych obowiązków, z drugiej – zmusza do stawiania czoła ograniczeniom ciała, zmianom społecznym i poczuciu straty. Najtrudniejsze bywają w nim kwestie, które nagle wymagają przedefiniowania. Nauczyć się żyć "bez roli" oznacza zrzucić kostium i stanąć twarzą w twarz z samym sobą. To proces, który z jednej strony może budzić lęk przed pustką, a z drugiej – daje szansę na bezwarunkową wolność. Piszę o tym ponieważ, "życie bez roli" to jedno z największych wyzwań, przed jakimi staje człowiek w dojrzałym wieku. Starość to moment, w którym dotychczasowe role społeczne – pracownika, żony, męża, rodzica, lidera czy opiekuna – naturalnie wygasają lub zmieniają swój charakter. Nagle orientujemy się, że nasze życie nie ma już z góry narzuconego scenariusza a wokół nas panuje dziwna dotąd nie znana nam cisza. Utrata dawnego świata, znikanie ludzi, którzy pamiętali naszą wersję życia, nasze wspólne rozmowy, żarty, z którymi mieliśmy wspólne wspomnienia. Do tego dzieci też odchodzą i zostaje puste gniazdo itp. - to wszystko jest bardzo trudne. Dom - będący kiedyś miejscem wspólnego życia zamienia się w przestrzeń wypełnioną przedmiotami przypominającymi o nieobecności. Do tego, wcześniej wspomniana CISZA, która ma konkretny kształt - pustego fotela, milczącego telefonu, braku drugiego głosu w pokoju obok, braku pytania o plan dnia itp. Zostajemy bez roli z poczuciem pustki, bycia nikim po nic, z poczuciem braku celu, jakiejś większej przydatności, czujemy się kimś nierozumianym, kimś kto powoli znika z rzeczywistości, kimś z innej epoki. To koszt życia w późnym wieku, kiedy coraz więcej ludzi istnieje już tylko w naszej pamięci a codzienność staje się coraz cichsza. Dawniej dzień miał swoją strukturę, harmonogram i temperaturę. Dziś powody, dla których chce się rano wstać w zasadzie są żadne. Dlatego każdego dnia trzeba samemu wymyśleć powód, żeby się ubrać, wyjść z domu, odebrać telefon, spotkać z kimś, albo po prostu przygotować śniadanie. Dla człowieka przez dekady otoczonego terminami, sprawami niecierpiącymi zwłoki i ludźmi taki brak przymusu nie musi oznaczać wolności. Czasem oznacza brak struktury. To nie musi być zaraz spektakularny kryzys lecz takie powolne rozluźnianie wszystkich więzi, które kiedyś trzymały dzień w całości. Przestajemy czuć się ważni i potrzebni tak jak dawniej, jak kiedyś. Trudno jest pogodzić się z tym zwłaszcza gdy przez większą część życia określaliśmy się przez pryzmat odpowiedzialności za innych. Przez dekady nasze życie kręciło się wokół zadań, terminów i odpowiedzialności – za dzieci, pracę czy dom. Kiedy te role naturalnie wygasają, obietnica "zasłużonego odpoczynku" szybko okazuje się pułapką, bo ludzki umysł potrzebuje poczucia sensu i celu, a nie tylko wolnego czasu. Odpoczynek jest przyjemny tylko wtedy, gdy jest nagrodą za działanie. Bez działania staje się nużącą codziennością. Dlatego odczuwana pustka to znak, że przyszedł czas na zmianę definicji bycia potrzebnym. Wcześniej to świat zewnętrzny narzucał nam obowiązki, a teraz to my sami musimy wybrać, czemu chcemy oddać swoją energię. Życie bez roli nie ma z góry narzuconego scenariusza. Wymaga zgody na wolniejsze tempo i umiejętności cieszenia się chwilą obecną, bez poczucia, że coś nas omija. Kiedy nikt od nas niczego nie wymaga, musimy sami stać się reżyserami swojego czasu. Może to być czas na pasje, na które wcześniej brakowało przestrzeni, albo na prostą, uważną codzienność. Brak roli to także brak oczekiwań ze strony otoczenia. Nie trzeba już pasować do żadnych ram, można być w pełni autentycznym. Przez całe życie definiuje nas to, kim jesteśmy dla innych lub jakie funkcje pełniliśmy w społeczeństwie. Po utracie tych ról pojawia się pytanie: Kim jestem, kiedy nic już nie muszę udowadniać?  To powrót do czystego istnienia...


 


Starość – pora żyć czy umierać?

 


Nie można zatrzymać czasu i nadejścia starości. To, co można zrobić, to zaakceptować i jedno, i drugie, nauczyć się z tym żyć i czerpać z tego satysfakcję w odpowiedni dla siebie sposób. I wcale nie chodzi tu o to by rywalizować z młodymi i udowadniać im, że nadążamy, że nie jesteśmy od nich gorsi. Akceptacja upływającego czasu i naturalnych etapów życia to klucz do odnalezienia prawdziwego spokoju i wewnętrznej harmonii na starość. Próba siłowego odmładzania się czy ścigania z młodszymi pokoleniami często rodzi jedynie frustrację. Każdy wiek /a więc i ten dojrzały/ ma swoje własne, unikalne wartości, których np. młodość jeszcze nie posiada – takich jak życiowa mądrość, dystans do wielu spraw, głębokie doświadczenie oraz czas na rozwijanie pasji bez dawnej presji i pośpiechu. Satysfakcja z życia na tym etapie polega na odkrywaniu tego, co uszczęśliwia nas w zgodzie z własnymi możliwościami i tempem, a nie na pokazywaniu komukolwiek swojej wyższości. Podejście do starości jako czasu aktywnego życia lub rezygnacji wynika z połączenia psychiki, zdrowia i wpływów otoczenia. I tak dla jednych ten okres jest czasem rozwoju, mówią: "starość – pora żyć, z czymś się trzeba pożegnać, ale żyć można". Są też jednak osoby, które poprzez wzorce kulturowe, wzorce osób starszych w swoim otoczeniu, własne myślenie, dotychczasową filozofię życia znajdą się w grupie "starość – pora umierać". Myślę, że w znacznej mierze jakość naszego senioralnego życia zależy od tego do której z tych grup się przypiszemy. Każda zmiana w życiu człowieka, zarówno starość, jak i odejście kogoś bliskiego, choroba, a nawet przeprowadzka czy zmiana lekarza rodzinnego będzie przebiegać zgodnie z pewnym schematem, określonymi fazami nim zostanie przez nas oswojona. Oczywiście, im bardziej te zmiany są dla nas dotkliwe, tym dłużej może trwać ten proces. Pamiętajmy jednak, że im szybciej zaakceptujemy nową sytuację, tym lepiej zaczniemy się w niej czuć. Bardziej użyteczne jest bowiem zajmowanie się tym, na co mamy wpływ. A z pewnością mamy wpływ na siebie, na swoje myśli, na emocje, a tym samym w sporym stopniu na swoje życie, i to bez względu na wiek. Warto zatem uzmysławiać sobie, że życie po sześćdziesiątce i wzwyż, to nie tylko pasmo problemów związanych z upływającymi latami, z utratą dawnego świata ale także miłe chwile, te mniej lub bardziej znaczące, ale miłe. Niestety, najczęściej nie dostrzegamy tego wszystkiego, co mamy wokół siebie, ciągle oczekując czegoś więcej od życia, od innych ludzi, od siebie. Zapominając, że skoro zawsze jesteśmy przekonani, że czegoś nam brakuje, to sami skazujemy się na smutek, a może żal, czasami złość i gniew, że nie mamy tego, co chcielibyśmy...i gorzkniejemy. Dobra wiadomość jest taka, że zmiana naszych schematów myślenia i działania jest możliwa. Trzeba jednak do tego dobrej woli i zaangażowania, aby pracować nad tym, na co mamy wpływ.
Zatem niech odpowiedź na pytanie zawarte w tytule będzie puentą tego wpisu. Starość to czas, w którym decyzja o kierunku dalszej drogi należy wyłącznie do nas – może być to etap intensywnego życia lub powolnego odchodzenia. Choć biologia stawia przed nami ograniczenia, to jednak psychiczne podejście i codzienne wybory decydują o jakości tego okresu. Starość nie musi oznaczać bierności.

środa, 30 września 2026

Stale dostępni, ale rzadko obecni...


 Bardzo trafne spostrzeżenie... technologia cyfrowa połączyła nas globalnie, ale jednocześnie osłabiła nasze bezpośrednie, głębokie relacje międzyludzkie. Jesteśmy cały czas podłączeni do sieci ale emocjonalnie lub mentalnie pozostajemy nieosiągalni, zdystansowani i nieobecni...

Samotność – czasem wybór, nie problem...

 

Niektórzy nie mają przyjaciół z powodu braku czasu, inni z świadomego wyboru samotności lub trudności w budowaniu głębokich relacji emocjonalnych. Tych ostatnich pozwolę sobie dziś pominąć. Skupię się na tych, którzy wybierają samotność. Może to brzmi dla niektórych zaskakująco, ale naprawdę są osoby, które wolą samotność, czują się dobrze we własnym towarzystwie i nie potrzebują szerokiego grona znajomych by potwierdzać swoją wartość, czy fakt istnienia. I wcale to nie jest  oznaką ich nieprzystosowania czy problemów z nawiązywaniem relacji. Tak sobie myślę, że tkwiąc w różnych relacjach czasem warto zadać sobie pytanie: "Czy naprawdę lubię te osoby? Czy nasza znajomość wzbogaca obie strony?" Jeśli odpowiedź brzmi "nie", to być może czas odpuścić ? I wielu z nas tak robi, wybiera bycie samotnikiem z wyboru. Idąc przez życie dojrzewamy emocjonalnie, mentalnie i moralnie, zmieniają się nasze wartości, priorytety. Zmienia się nasze podejście do ludzi a więc i do  tzw. "przyjaźni" też. Słowo "przyjaciel" ma ogromną wagę, szukamy w nim zrozumienia i bezwarunkowego oparcia. A co jeżeli nie znajdujemy go na zewnątrz? Cóż, może lepiej poszukać go w sobie? Zdobywając życiowe "ostrogi" równocześnie poprawiamy sobie także "ostrość widzenia", uczymy się lepiej "czytać ludzi" a co za tym, powoli podnosimy nasze standardy wobec nich, gdyż zaczynamy wyraźnie widzieć, że większość, jeśli nie wszystkie relacje w których tkwimy są zwyczajnie płytkie, powierzchowne, czasem jednostronne i nie są w stanie dać nam tego czego oczekujemy po przyjaźni. Do tego, z wiekiem nasza tolerancja na toksyczne relacje maleje, a cierpliwość do osób wiecznie narzekających czy oczekujących, że rozwiążemy ich problemy, po prostu się nam wyczerpuje. Przestajemy także zabiegać o sympatię wszystkich wokół, coraz częściej pozwalając sobie na wyraźne stawianie granic, na szczere mówienie "nie". A to dla niektórych z naszego otoczenia jest sygnałem do wycofania się z relacji – i tak to właśnie kolejne znajomości rozpływają się nam bez większego żalu. Tak beż żalu, bez poczucia straty. Bo inwestowanie energii w relacje, które nas nie rozwijają ani nie dają nam szczęścia, jest wyczerpujące. Jeśli zamiast wsparcia przynoszą jedynie stres lub poczucie pustki to marnujemy tylko czas i energię. Natomiast spędzanie czasu w pojedynkę wcale nie musi oznaczać osamotnienia... jest głównym sposobem na regenerację naszej energii psychicznej, uporządkowanie myśli, uczenie się oraz rozwijanie własnych pasji. Taka cecha osobowości pozwala na budowanie głębszych, choć z całą pewnością nielicznych relacji, zamiast utrzymywania powierzchownych kontaktów z dużym gronem znajomych. W psychologii uważa się to za w pełni zdrowy i wartościowy styl życia...


poniedziałek, 28 września 2026

Spotkajmy się pod Żabką...

 

Dzięki ogromnemu zagęszczeniu /często kilka sklepów na jednej ulicy/ Żabka stała się naturalnym punktem orientacyjnym. Sklep stał się miejscem zbiórek młodych ludzi. Można rzec, że tu przełamują się bariery społeczne... W kolejce po kawę na wynos czy hot doga w niedzielne popołudnie spotykają się studenci, starsze małżeństwa, pracownicy korporacji i robotnicy. To zakaz handlu w niedziele z 2018r. sprawił, że Żabka stała się jedynym jasnym i tętniącym życiem punktem na osiedlach w dni wolne od pracy. Żabka stała się dla Polaków współczesnym odpowiednikiem dawnego rynku lub placu miejskiego, łącząc funkcje sklepu, kawiarni, gastronomi, punktu pocztowego i miejsca spotkań towarzyskich. Jak widać niedziele bez handlu, zamiast osłabić pozycję handlu detalicznego, stworzyły idealne warunki do narodzin "pokolenia Żabki" tzn pokolenia młodych, dla których małe sklepy Żabka są stałym elementem codziennego życia gdyż styl działania tych sklepów pasuje do ich dynamicznego trybu życia. Pokolenie to chętnie korzysta z aplikacji mobilnej Jappka, płatności bezgotówkowych oraz autonomicznych sklepów Żabka Nano. Zielony sklep przestał być miejscem, do którego wpada się tylko po zapomniany cukier – stał się elementem tożsamości nowoczesnego polskiego konsumenta. Jednak z psychologicznego punktu widzenia Żabka stała się de facto nowym "trzepakiem" na osiedlu. Wabi dzieci i młodzież kolorowym logo, łatwo dostępnym, niezdrowym jedzeniem, napojami a także programami lojalnościowymi opartymi o mechanizmy znane z gier i hazardu/zdrapki, loterie/. To sprawia, że wizyta w sklepie dla wielu dzieciaków staje się stałym, bezrefleksyjnym rytuałem. Serwowany klientom Żabki asortyment jest silnie nastawiony na produkty dające natychmiastową, krótkotrwałą przyjemność – alkohol, papierosy, napoje energetyczne, słodycze czy wysoko przetworzone przekąski. Podsumowując. Psychologiczny i społeczny fenomen Żabki wydaje się polegać na połączeniu bliskości fizycznej, mechanizmów i elementów znanych z gier czyli sytem wyzwań i zbierania punktów w aplikacji /np. Żappsy/ oraz mechanizmów stymulujących dopaminę/zdrapki, loterie, losowe nagrody/, oferty "wielosztuki"/promocje kombinowane/ czy też tworzone we współpracy ze znanymi influencerami, raperami czy Youtuberami oferty produktów ekskluzywnych i limitowanych. Wszystko to sprawia, że sieć działa jak nowoczesne centrum nawyków i mikrouzależnień ... to genialnie zaprojektowany model biznesowy, który bazuje na silnych mechanizmach psychologicznych i neurobiologicznych.

Werdykt. Zakupy w Żabce to dobry pomysł, jeśli traktujesz je jako rozwiązanie awaryjne. Opieranie codziennej diety i budżetu na Żabce to pułapka /tak dla portfela jak i dla naszego zdrowia/.


piątek, 25 września 2026

Co z Wami Ludzie ?

 


Skandale politycznych, afery i nadużycia finansowe, dziwna nietykalność i bezkarność tzw. "świętych krów", radykalizacja nastrojów społecznych, brutalizacja życia nie tylko politycznego, tolerancja dla brunatnych i ich działań, obojętność wobec korupcji, malwersantów i złodziei publicznych pieniędzy itd. Oczywiście to tylko wybrana część z całego spektrum problemów, które składają się na naszą polską codzienność. Piszę o tym gdyż nurtuje mnie pytanie: dlaczego społeczeństwo w obliczu takich zjawisk nie reaguje głośnym, masowym oburzeniem, sprzeciwem czy protestami? Dlaczego polska inteligencja /podobno taką mamy/ milczy a jeśli nie milczy to jakoś tak niszowo, po cichu i "z pewną nieśmiałością" wyraża swoją dezaprobatę... zastanawiam się z czego wynika ich powściągliwość i problem z przebiciem się do mainstreamu? Dla przeciwwagi - to samo społeczeństwo potrafi być ciężko oburzone, bo jego zdaniem ktoś tam nie taką "Lalkę" nakręcił, nie tego gościa zatrudnił do "Rancza" albo nie zatrudnił jakiejś mdłej aktoreczki do ulubionego filmowego romansidła. Rzeczywiście...z tego powodu można by nawet wzniecić jakieś "małe powstanie". Kpię sobie, ale skoro dyskusje o celebrytce w bieliźnie lub bez, o filmie czy obsadzie filmowej wywołują tyle samo a może nawet więcej emocji niż realne problemy systemowe /żywotnie nas dotykające/ to można odnieść wrażenie, że społeczeństwo /może nie całe, ale znacząca jego część/ ma zaburzoną hierarchię wartości i nie tylko to. Wiem, że wszystko ma jakąś przyczynę, że wszystkie zachowania społeczne można z pomocą socjologów, psychologów wytłumaczyć i zrozumieć. Tyle, że osobiście uważam, że to już najwyższa pora by zacząć im wreszcie przeciwdziałać a nie tylko je sobie tłumaczyć...

sobota, 19 września 2026

Im głupiej tym lepiej ?


                                                 Dziergane  z myśli własnych... 😀

 Czasami naprawdę trudno nie odnieść wrażenia, że świat stanął na głowie i promuje rzeczy powierzchowne kosztem głębi i logiki. Dziś, w dobie internetu i sztucznej inteligencji wyzwaniem nie jest już sam dostęp do informacji, ale umiejętność ich selekcji, krytycznego myślenia i wyciągania mądrych wniosków. Tymczasem żyjemy na śmietniku informacyjnym. Era cyfrowa sprawiła, że jesteśmy zalewani szumem informacyjnym, algorytmami podkręcającymi skrajne emocje, fake newsami, półprawdami, nieprawdami, hejtem. Algorytmy mediów społecznościowych promują głośnych populistów i polaryzujące treści, zamiast wyważonych głosów rozsądku, promują "fałszywych proroków" i wszelkiej maści influencerów. Przez co prawdziwe autorytety giną w cyfrowym hałasie. Można wręcz odnieść wrażenie, że teraz autorytety nie są już potrzebne, gdyż każdy jest sobie autorytetem, specjalistą znającym się na wszystkim. A przyznanie się do tego, że się czegoś NIE WIE nie przechodzi ludziom przez gardło. Żyjemy w jakimś takim paradoksie, bo z jednej strony mamy najmądrzejszą technologię w historii i jednocześnie mądrość stała się dziś towarem najbardziej deficytowym. O ironio! W świecie, gdzie wszyscy wszystko wiedzą, najbardziej brakuje nam mądrości. Czym jest wiedza? Wiedza to po prostu zbiór informacji, faktów i danych przyswojonych przez człowieka w procesie poznania. A mądrość jest umiejętnością ich właściwego zrozumienia, analizy, syntezy i – co najważniejsze – etycznego oraz praktycznego zastosowania w życiu. Mądrość wymaga ciszy i czasu na głębokie przemyślenia, a dzisiejszy świat premiuje natychmiastową reakcję, serwując informacje szybciej, niż nasz mózg jest w stanie je przetworzyć. Algorytmy decydują za nas - przez co powoli i niezauważenie tracimy zdolność do głębokiego, samodzielnego osądu. A świadomość, że  "wszystko jest w Google" w połączeniu z coraz powszechniejszym brakiem pokory sprawia, że ludziom wydaje się, że są ekspertami w każdej dziedzinie po przeczytaniu jednego artykułu. W świecie, gdzie nie można wierzyć własnym oczom i uszom, oddzielenie ziarna od plew /czyli fundament mądrości/ staje się dla przeciętnego człowieka niemal niemożliwe. Dawniej mądrość przekazywano z pokolenia na pokolenie poprzez relacje uczeń-mistrz, uczeń-autorytet -relacje pełne trudnych pytań i życiowego doświadczenia. Dziś "mistrzem" staje się chatbot, który daje szybkie, gładkie i bezduszne odpowiedzi, nie zmuszając pytającego do żadnej wewnętrznej przemiany. Teraźniejsza technologia tworzy iluzję, że jesteśmy coraz potężniejsi, podczas gdy jako jednostki stajemy się coraz bardziej bezbronni i zależni od zewnętrznych systemów. Cóż, żyjemy w epoce, w której dostęp do wiedzy został całkowicie zdemokratyzowany, ale cena, jaką za to płacimy, to kryzys głębszego zrozumienia. Mądrość wymaga bowiem refleksji, empatii, doświadczenia życiowego i czasu – a to są wartości, które współczesny, szybki świat oparty na "kliknięciach" i "lajkach" skutecznie spłyca. W efekcie stajemy się społeczeństwem informacyjnych gigantów, którzy jednocześnie coraz częściej bywają karłami refleksji...

środa, 16 września 2026

Życie też ma swoją cenę...

 

Podobnie jak wielu innych ludzi, kiedy patrzę wstecz z perspektywy minionego życia, widzę rzeczy, które z dzisiejszą mądrością rozegrałabym zupełnie inaczej...ale czasu nie cofnę. Mogę jedynie podzielić się kilkoma odebranymi od życia lekcjami, za które zapłaciłam najwyższą walutą – czasem. Bo w życiu wszystko ma swoją cenę każdy cel, wybór i krok wiąże się z określonym kosztem, którym często jest czas, energia, wysiłek lub rezygnacja z innych możliwości... i musimy jedynie rozważyć, czy chcemy tą cenę zapłacić.

Kiedy człowiek ma 20 lub 30 lat, wydaje mu się, że ma nieskończenie wiele czasu. Odkłada więc wiele spraw "na potem" bo przecież jeszcze zdąży. Tymczasem któregoś pięknego dnia budzi się i jak każdego poranka spogląda w lustro nad umywalką i... nie poznaje swego odbicia. Siwe włosy, zmarszczki, wory, sińce pod oczami... Jak to możliwe, kiedy to się stało? Człowiek ma wrażenie, że tylko na chwilę zamknął oczy a gdy je otworzył jakimś magicznym zrządzeniem losu znalazł się w innej rzeczywistości. Mając 20 lat, wydaje się, że życie trwa wiecznie. Dzisiaj wiem, że czas płynie nieliniowo,/ lata mijają jak minuty/ i jakby tego było mało na koniec czas jakby jeszcze bardziej przyspiesza. Zatem, odkładanie życia na później jest bezsensownym posunięciem. Wiem bo sama zbyt długo odkładałam rzeczy na "lepszy moment". Tyle, że ten "lepszy" albo nigdy nie przyszedł, albo sprawa się zdezaktualizowała. Niestety lepszy moment jest zawsze teraz, bo jutro to tylko obietnica, której nikt nam nie podpisał. Innymi słowy obietnica bez gwarancji. A później na łożu śmierci...jestem pewna, że nikt nie żałuje, że np. za mało pracował. Owszem praca jest ważna, ale to tylko narzędzie. Wielu z nas zbyt wiele energii marnuje na stres zawodowy, pogoń za statusem czy na gromadzenie rzeczy. Podczas gdy prawdziwą walutą życia są przeżycia i chwile spokoju, a nie stan konta, czy ilość posiadanych dóbr. Większość życia przejmujemy się też opinią sąsiadów, rodziny czy znajomych z pracy. No bo - "co ludzie powiedzą?"- tak nas wychowano. Tyle, że inni ludzie jak się okazuje wcale nie myślą o nas tak dużo, jak nam się wydaje. Prawda jest taka, że każdy jest zajęty własnym życiem, swoimi problemami i... naprawdę szkoda czasu na życie pod dyktando cudzych oczekiwań. Z wiekiem wyraźniej dostrzegamy też jak ważne w życiu są relacje. W młodości nie przykładaliśmy do nich większej wagi, bo brak czasu, dzieci, inne priorytety. I tak zniknęły koleżeństwa, stare przyjaźnie, straciliśmy naszych znajomych z oczu. Odnowienie starych czy nawiązanie nowych znajomości w "jesieni życia" już nie jest takie proste i oczywiste jak kiedyś. Do tego odkrywasz, że dzieci żyją swoim życiem, są na innym jego etapie więc nie rozumieją ciebie i twoich aktualnych potrzeb. I wtedy pojawia się jeśli nie samotność to nie mniej paskudne poczucie osamotnienia. Cóż relacje wymagają pielęgnacji. Nie bez kozery mówi się: "zastanów się czy chcesz mieć rację czy relację?"...dlatego czasem trzeba dumę schować do kieszeni, bo dobre relacje nie dzieją się same. Bowiem często tracimy też kontakt z ludźmi przez głupią dumę, brak telefonu na czas czy nieumiejętność powiedzenia "przepraszam". I dopiero z perspektywy czasu widzimy, że racja była mniej ważna niż ta druga osoba. Podobnie rzecz ma się ze zdrowiem. Zdrowie to nie prezent na zawsze, to kapitał. Kiedy jesteśmy młodzi, ciało wybacza wszystko. Potem zaczyna wystawiać rachunki. A bez zdrowia nawet najpiękniejsze emeryckie plany stają się niemożliwe do zrealizowania. A na koniec chcę powiedzieć o najważniejszej relacji... o tej z samym sobą. Przez dekady uczyłam się, jak być dobrą dla innych, zapominając o sobie. Późno zrozumiałam, że polubienie samej siebie, wybaczenie sobie własnych błędów, zaopiekowanie się sobą i bycie dla siebie łagodną to klucz do wewnętrznego spokoju...


sobota, 12 września 2026

"Jaki pan taki kram"

                                                fot. własne

 Mając psa niejednokrotnie spotykałam się z sytuacją, w której mój pies naszczekał na jednego człowieka, a innego zaś serdecznie witał merdając ogonem? Dlaczego tak się dzieje? Myślę, że najprościej ujmując można to wytłumaczyć tym, że pies podobnie jak człowiek też ma swoje sympatie i antypatie. Nie bez powodu mówi się, że pies "zna się na ludziach", potrafi wyczuć dobrego człowieka. I okazuje się, że nie są to "wyssane z palca" plotki. Psy, tak samo jak ludzie, bazują na swoich zmysłach oraz instynkcie. Człowiek, posiłkuje się jeszcze rozumiem /choć czasami mam wątpliwości/, który odpowiada za większość jego decyzji. Zwierzęta natomiast potrafią ufać tylko swoim przeczuciom. To czy dany człowiek ma dobre intencje, nasz pies potrafi wyczuć chociażby węchem. I tak psu jedne zapachy odpowiadają, inne zaś uważa za niezbyt atrakcyjne. Jeżeli ktoś zapachowo podpasuje zwierzakowi, może się on z nim zaprzyjaźnić. Jeżeli nie, psiak nie będzie zabiegał o kontakty z nim. Oprócz tego, pies wyczuwa także zmiany chemiczne w feromonach ludzi, które mogą świadczyć o ich złych zamiarach. Wraz ze zmieniającymi się emocjami, zmienia się bowiem nasz zapach, który jest niewyczuwalny dla człowieka, lecz zwierzak czuje go doskonale. Przez to pies może być w stosunku do danej osoby agresywny czy wrogo nastawiony. Jest jeszcze coś ciekawego. Otóż z czasem pies swoim usposobieniem upodabnia się do waściciela /"jaki pan taki kram"/...to fakt potwierdzony naukowo.  Okazuje się, że pies mocno przejmuje nastrój i cechy charakteru człowieka i często odzwierciedla poziom stresu oraz zachowania negatywne lub lękowe swojego opiekuna. Pies posiada też umiejętność interpretacji ludzkich zachowań i relacji. A to pozwala mu zapamiętać nasze nastawienie do danego człowieka, przez co podobnie go traktuje. Jeżeli więc, ktoś w naszym otoczeniu np. zrobił nam krzywdę lub zachowywał się w stosunku do nas nie w porządku, nasz pies nie będzie go lubił. Oprócz tego, na złe nastawienie psa do danej osoby może wpływać jej zachowanie. Pies, który kiedyś doświadczył przemocy bywa agresywny, nieufny, bądź wycofany. Dlatego możliwe jest też, że po takim doświadczeniu, niektórzy ludzie zapachem lub wyglądem przypominają mu jego oprawcę. Czynnikiem niepożądanym u człowieka podczas kontaktów ze zwierzęciem jest też stres. Osoba niepewna i zdenerwowana może wywołać u psa podobne odczucia. Wtedy i on stanie się nerwowy i zareaguje agresją. Zacznie szczekać lub szczerzyć zęby. Podsumowując powiem tak: najważniejsze, aby decyzja o pojawieniu się psa w naszym życiu była w pełni przemyślana gdyż posiadanie psa to ogromna odpowiedzialność, która wymaga dojrzałości, empatii, nade wszystko rozumienia zwierzaka i jego potrzeb, czasu, cierpliwości i zasobów finansowych... a nie każdy jest na to gotowy. Jak to powiedziała kiedyś Maria Czubaszek: "Nie każdy człowiek powinien mieć psa, ale każdy pies powinien mieć człowieka".


sobota, 5 września 2026

Refleksje starszej pani...

 

Z wiekiem człowiek ma skłonność do podsumowań i wniosków, które nie zawsze są takie "fajne" choćby z tego powodu, że już nauczyłaś się "oddzielać ziarno od plew" czyli to, co dobre, prawdziwe i wartościowe, od tego, co złe, fałszywe lub bezużyteczne. Na własnej skórze doświadczyłaś i wiesz, że życie potrafi mocno poturbować a ludzie okazują się niekoniecznie takimi jakimi wierzyłaś, że są. A świadomość, że włożyło się w wiele spraw i w wielu ludzi serce, czas i energię, a w zamian dostało się rozczarowanie, potrafi naprawdę przytłoczyć. Z mojej perspektywy wygląda to niestety tak, że społeczeństwo, rodzina czy system na ogół nie doceniają trudu i poświęcenia kobiet. Wykorzystują je ile się da a potem, gdy one się starzeją spycha się je na "pobocze" życia społecznego. Bo są stare, brzydkie, w zasadzie zbędne /ich termin atrakcyjności /jako takiej/ jak i przydatności prokreacyjnej i zawodowej minął/ i tylko zajmują miejsce a przecież młodzi czekają... więc wręcza się takim kobietom skromną emeryturę, jakiś badylek i tani "zegarek " w podzięce za lata ciężkiej pracy i wmawia, że teraz to mogą sobie poszaleć, cieszyć się życiem i wolnością. Naprawdę ??? Co za obłuda!!! Bo skądinąd wiadomo, że codzienne życie wielu z nich,  zwłaszcza tych samotnych opiera się na dramatycznych wyborach i przysłowiowym "dokonywaniu cudów", by związać koniec z końcem. Cóż, to niezwykle gorzkie i bolesne uczucie, kiedy na późnym etapie życia dochodzi się do wniosku, że zostało się przez życie, przez konkretne osoby i cały system – oszukaną, wykorzystaną lub pozbawioną tego, na co się ciężko pracowało. Myślę, że nie jedna kobieta na tym etapie życia czuje się zwyczajnie WYROLOWANA... Moment takiej refleksji oczywiście ma swój ciężar emocjonalny, wiążący się z poczuciem żalu, straconego czasu lub zawiedzionych nadziei. Zostaje poczucie, że zainwestowana energia, miłość czy finanse zostały bezpowrotnie zmarnowane. A czasu nie da się już cofnąć. Choć przeszłości nie zmienimy, to jednak dobrze jest  precyzyjne określić to, co nas spotkało, bowiem nazywanie rzeczy po imieniu zmienia nasz stosunek do tamtych wydarzeń i odbiera im destrukcyjną moc. Szczerość ze sobą, nazwanie tych bolesnych etapów z przeszłości jest kluczowym krokiem do rozliczenia i pogodzenia się z nią, do odzyskania wewnętrznego spokoju i zamknięcia trudnych rozdziałów. Owszem, przeszłości nie da się zmienić, ale rozliczywszy się z nią może łatwiej będzie skupić się na ochronie samej siebie, na szukaniu i zapewnianiu sobie spokoju w teraźniejszości, tej która nam jeszcze pozostała... 


Kończąc posłużę się słowami Kasi Nosowskiej ;

"Kobieta jest organizmem ultra doskonałym. Potrafi się regenerować po ekstremalnie ciężkich doświadczeniach. Przetrwa wszystko" 

Co Ty na to ?


 "Po pięćdziesiątce kobieta to już nie kobieta. To tylko koszt."

Usłyszałam to zdanie od mężczyzny, którego poznałam zaledwie kilka tygodni wcześniej. I choć minęło już trochę czasu, wciąż wraca do mnie w najmniej spodziewanych momentach.
Jestem rozwiedziona od wielu lat. Kiedy moje małżeństwo się skończyło, miałam wrażenie, że razem z nim skończyło się wszystko. Mój mąż odszedł do młodszej kobiety, dzieci dorosły i rozeszły się w swoje strony. A ja… zostałam sama. Mieszkanie, które kiedyś tętniło życiem, śmiechem i rozmowami, nagle stało się ciche. Zbyt ciche. Na początku funkcjonowałam z przyzwyczajenia. Praca, zakupy, wieczorem telewizor. Dni mijały jeden za drugim, identyczne, bez śladu. Nie żyłam — po prostu byłam. Z czasem coś zaczęło się zmieniać. Przyzwyczaiłam się do ciszy. Zaczęłam więcej wychodzić — spacerować , zaglądać do małych kawiarni, siedzieć sama przy stoliku i nie czuć się dziwnie. I nawet nie zauważyłam, kiedy przestałam myśleć o miłości. Nie dlatego, że przestałam w nią wierzyć… tylko uznałam, że to już nie jest dla mnie. A potem pojawił się on. Przypadek. Kolejka w aptece, krótki żart, spojrzenie. On też po przejściach, też z historią za sobą. Zaprosił mnie na kawę. Wahałam się, ale zgodziłam się. Bez oczekiwań. Bez złudzeń. Zaczęliśmy pisać. Proste wiadomości. „Jak minął dzień?”, jakieś zdjęcie, kilka ciepłych słów. Potem spotkania — spacery po mieście, rozmowy, które płynęły same. I zanim się zorientowałam, zaczęłam czekać na jego wiadomości. Przyzwyczajać się do jego obecności. To nie była miłość. Ale było w tym coś dobrego. Do tamtego wieczoru. Siedzieliśmy w małej kawiarni niedaleko Rynku. Rozmawialiśmy o życiu, wieku, relacjach. I nagle powiedział to. Spokojnie. Jakby mówił coś zupełnie oczywistego.
„Nie obraź się, ale po pięćdziesiątce kobieta to już nie kobieta. To koszt.”
Najpierw nie zrozumiałam. Potem zapytałam. A on — zupełnie naturalnie — zaczął tłumaczyć. Zdrowie, nastrój, potrzeba uwagi. "Mężczyźni chcą czegoś lżejszego" — powiedział. I wtedy coś we mnie zgasło. Nie przez same słowa. Przez sposób, w jaki na mnie patrzył. Jakby widział we mnie nie człowieka, tylko ciężar. Dopiłam kawę w milczeniu. Wstałam. Powiedziałam, że muszę iść. On nawet nie rozumiał, dlaczego. "Obraziłaś się?" — zapytał. "Nie" — odpowiedziałam. "Po prostu zrozumiałam." Tamtej nocy długo chodziłam po mieście. Światła odbijały się w rzece, powietrze było chłodne, a we mnie mieszał się smutek i dziwna jasność. Bo w pewnym momencie zrozumiałam coś bardzo prostego. Jeśli dla kogoś kobieta po pięćdziesiątce jest tylko "kosztem", to znaczy, że ta osoba nigdy tak naprawdę nie poznała kobiety. Prawdziwej kobiety. Takiej, która wychowała dzieci. Która przeszła przez zdradę. Która podnosiła się wtedy, gdy wszystko się rozpadało. Która nauczyła się zaczynać od nowa. Która nosi w sobie siłę, historię i godność. Która potrafi stać sama — i właśnie dlatego nie pozwala już się umniejszać. Kilka dni później napisał: "Gdzie zniknęłaś? Spotkamy się jeszcze?" Nie odpowiedziałam. Bo czasem cisza jest najmocniejszą odpowiedzią. I naprawdę chcę zapytać… Czy kobieta po pięćdziesiątce naprawdę staje się "kosztem"? A może problem nie leży w wieku kobiety… tylko w wartości mężczyzny, który stoi obok niej?
Co o tym sądzisz ?

/ Post Kawa z mlekiem - znaleziony na Facebooku/

Nóż, siekiera, bomba własnej roboty...

 Coraz częściej pojawiające się nagłówki w mediach, opisujące niebezpieczne zachowania młodych ludzi budzą niepokój i pytania o przyszłość. ...