niedziela, 7 czerwca 2026

Jesteś zbyt, jesteś za bardzo...


 "Jesteś zbyt czarno-biała"...Jesteś za bardzo zasadnicza, zbyt radykalna, mało elastyczna, bezkompromisowa... Zdarzało mi się słyszeć takie zdania... Domyślam się, że te zarzuty mówiły o tym, że coś we mnie było dla kogoś trudne, że chciałby inaczej, że chciałby żebym była inna, może bardziej podobna do niego. Wtedy czułby się przy mnie pewniej, lepiej? Zarzut ten nie wynikał z tego, że robiłam coś złego. To klasyczny konflikt między autentycznością a oczekiwaniami otoczenia. Ludzie często etykietują jako "czarno-białe" lub bezkompromisowe" takie osoby, które po prostu wiedzą, czego chcą, znają swoją wartość i nie boją się mówić "nie". Z czego wynika taki zarzut? Zarzut bycia "czarno-białą" często wynika np. z tego, że jasno wyznaczasz granice.  Osoba, która nie potrafi stawiać granic, czuje się zagubiona lub odrzucona, gdy ktoś inny robi to w sposób stanowczy. Źródłem takich zarzutów jest też czyjaś potrzeba kontroli. Łatwiej bowiem manipuluje się lub wpływa na osoby "elastyczne" /czytaj uległe/. A skoro taką nie jesteś to Twoja stałość burzy mu ten schemat. Krytyka często jest po prostu projekcją tzw "lustrzanym odbiciem". Ktoś zarzucający innej osobie brak elastyczności sam może mieć problem z określeniem własnego systemu wartości lub odczuwać dyskomfort, widząc czyjąś siłę. Dlatego osobiście zamiast traktować zarzut jako próbę wytknięcia mi wad, raczej dostrzegam w tym konkretne atuty. Moje atuty jak np. decyzyjność, transparentność intencji, asertwność, silny kręgosłup moralny, stawianie granic... są przecież moją siłą. Zatem zarzut jest bardziej problemem zarzucającego niż moim. Bo ja dobrze czuję się ze sobą, chcę być przy sobie, lubię to, kim jestem, lubię prowadzić życie według zasad, w które wierzę, nawet jeśli ktoś wolałby żeby było inaczej, żebym się naginała, dopasowywała, zgadzała itp. W moim przekonaniu tylko ludzie bez "kręgosłupa" posiadają taką "cyrkową" wręcz elastyczność. Ci którzy wybierają z poziomu wartości już tacy nie są - umieją rezygnować z tego, co wartością nie jest, nawet jeśli chwilowo to błyszczy i kusi. Myślę sobie, że my ludzie czasami zapominamy o swojej sile - płynącej z zaufania do siebie, do swojej mądrości i stania po stronie wartości, a nie zachcianek i gonienia za akceptacją. W codziennym pędzie łatwo jest zgubić kontakt ze swoim tzw, "wewnętrznym kompasem" i ulec presji otoczenia. Warto jednak pamiętać, że prawdziwa siła i spokój wynikają właśnie z autentyczności i życia w zgodzie ze sobą. Życie w zgodzie ze swoim "wewnętrznym kompasem" naprawdę daje ogromny spokój, nawet jeśli wiąże się z koniecznością odrzucenia relacji czy sytuacji, które nie są dla nas dobre...

2 komentarze:

  1. Jest w tym sporo prawdy, bo ludzie często mylą stawianie granic z byciem trudnym czy upartym. Z drugiej strony czasem zastanawiam się, gdzie przebiega granica między wiernością swoim zasadom a zamknięciem się na inne perspektywy. Sam bardziej ufam osobom, które potrafią powiedzieć „nie”, niż takim, które zgadzają się na wszystko dla świętego spokoju. Chociaż mam też wrażenie, że odrobina elastyczności bywa przydatna, bo życie lubi zaskakiwać i nie zawsze mieści się w naszych schematach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. życie w zgodzie ze sobą nie oznacza "sztywności", zamknięcia się na inne perspektywy ... przecież od tego mamy swój "wewnętrzny kompas"

      Usuń

Upał...

Upał to idealna wymówka, by nic nie robić i narzekać to jedyny plus jaki dostrzegam. 😄 A teraz czas na meldunek z frontu: na słońcu jest ju...