Czyli z "urodzinowego balonu" nagle uchodzi powietrze, płyta zatrzymuje się z głośnym zgrzytem, a ty "spadasz z wysokości". Rozczarowanie to niemiła i bolesna konfrontacja z rzeczywistością. Czujesz się wtedy oszukana, zawiedziona, niespełniona, wystrychnięta na dudka, naiwna… Pod rozczarowaniem często ukrywa się złość, żal, gorycz, a nawet smutek. Ból, który w związku z tym odczuwasz wynika z zawiedzionej nadziei i konfrontacji z przykrą prawdą. Najtrudniejsze ROZCZAROWANIE nie przychodzi wtedy gdy ktoś odchodzi. Nie wtedy gdy ktoś milczy. Nie nawet wtedy gdy ktoś mówi coś bolesnego. Najtrudniejsze rozczarowanie przychodzi w chwili kiedy nagle rozumiesz, że ta osoba prawdopodobnie zawsze taka była, tylko ty nie chciałaś tego widzieć. I to boli najmocniej. Bo człowiek rzadko cierpi tylko przez czyjeś zachowanie. Często cierpi przez obraz tej osoby, który sam sobie stworzył i który sam długo chronił w swojej głowie... obraz dobrego przyjaciela, obraz lojalnego partnera, obraz bliskiej osoby, która na pewno nie chciała źle. Obraz kogoś kto może rani, ale przecież ma "trudny charakter". Obraz kogoś kto zawodzi, ale pewnie ma teraz "ciężki czas". I tak człowiek tłumaczy sobie raz , drugi raz, dziesiąty raz. Nie dlatego , że jest głupi, ale dlatego, że PRAWDA BOLI, czasem bardziej niż samo rozczarowanie. Bo jeśli przyjmiesz prawdę, musisz przyznać, że przez długi czas widziałaś nie człowieka takim jaki jest, ale własną nadzieję przyklejoną do jego twarzy. Obraz który sama namalowałaś, obraz który był iluzją, twoim pobożnym życzeniem. Właśnie dlatego tak trudno pozwolić ludziom nas rozczarować, bo rozczarowanie nie niszczy tylko relacji ono niszczy nasze iluzje. A czasem człowiek bardziej kocha iluzję niż prawdziwą osobę. Często nie widzi drugiej osoby taką jaka ona jest. Widzi projekcję. Inaczej, widzi własne pragnienia, własny głód miłości, własną potrzebę bezpieczeństwa, własną nadzieję, że tym razem ktoś okaże się inny, że da mu to czego tak bardzo pragnie, potrzebuje. I dlatego trzymamy się ludzi, nie zawsze dlatego, że oni naprawdę są dobrzy dla naszego życia, ale trzymamy się ich bo boimy się puścić obraz, który sobie stworzyliśmy. Obraz mówi "jeszcze się zmieni", "jeszcze zrozumie", "jeszcze zobaczy ile dla niego zrobiłam", "jeszcze przeprosi", "jeszcze doceni", jeszcze pokaże, że moja cierpliwość miała sens. Ale niestety czyny mówią coś innego a prawda prawie zawsze mieszka bliżej czynów niż słów. Kończąc. Nie chodzi o to by nienawidzić ludzi, nie o to by stać się zimną, nie o to by nikomu nie ufać ale o to by przestać ratować cudzy obraz, kosztem siebie. Bo czasem największym aktem dojrzałości nie jest walczyć o relację za wszelką cenę. Czasem największą dojrzałością jest pozwolić komuś pokazać kim naprawdę jest i przestać poprawiać jego obraz w swojej głowie. Zatem ; POZWÓL LUDZIOM CIĘ ROZCZAROWAĆ A ZOBACZYSZ PRAWDĘ...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Upał...
Upał to idealna wymówka, by nic nie robić i narzekać to jedyny plus jaki dostrzegam. 😄 A teraz czas na meldunek z frontu: na słońcu jest ju...
-
Czyli z "urodzinowego balonu" nagle uchodzi powietrze, płyta zatrzymuje się z głośnym zgrzytem, a ty "spadasz z wysokości...
-
Jak to możliwe, że będąc osobą pełną życzliwości i empatii pozostajesz samotna? Otaczają cię ludzie, którzy cię lubią, darzą sympatią, szac...
-
Mówiono, że " W jego muzyce sypał się gruz, że miał głos Joego Cockera ".

Piękny, mądry tekst. Miałam, nie- MAM taką przyjaciółkę. Nie spełnia wszystkich moich oczekiwań i zdarzyło się , że mnie zawiodła, gdy była mi bardzo potrzebna, ale…
OdpowiedzUsuńNikt nie jest doskonały, nie ma ludzi idealnych, mnie też do bycia idealną daleko. Akceptuję ją taką, jaka jest, wiele nas łączy.
A tamto? Było, minęło. Staram się zrozumieć. Ale wspomnienie zostało. Jednak!
Jeśli świadomie akceptujesz ...to innymi słowy wiesz na co się piszesz. I to jest ok. Niemniej jak sama mówisz to już nie jest ta sama przyjaźń , o ile to była przyjaźń.
UsuńTo jest bardzo mocne i niestety aż za bardzo życiowe… bo każdy chyba ma w głowie chociaż jedną osobę, przy której dokładnie tak to wyglądało, tylko człowiek nie chciał tego przyjąć do wiadomości. Ale mam też wrażenie, że to nie zawsze jest takie zero-jedynkowe — czasem ta „iluzja” to po prostu etap, przez który trzeba przejść, żeby w ogóle dać komuś szansę. Tylko pytanie, gdzie jest granica między dawaniem szansy a już zwykłym oszukiwaniem samego siebie?
OdpowiedzUsuńTo wszystko nie jest takie proste. Wystarczy zrozumieć, dlaczego sytuacja wyglądała tak a nie inaczej, by pogodzić się z konkretną sytuacją. Tyle że zawód zawsze jest bolesny, niezależnie od zrozumienia.
UsuńGranica Andrzeju zaczyna się tam, gdzie faktyczne działania i zmiany drugiej strony Ty zastępujesz swoimi nadziejami i obietnicami bez pokrycia. Gdy dajesz kolejne i kolejne szanse , oszukując samego siebie "magicznym myśleniem", że "kiedyś wszystko się zmieni", że ten ktoś się zmieni... robisz tak mimo iż nie ma ku temu realnych przesłanek.
UsuńBBM - Zrozumienie przyczyn , które doprowadziły do rozczarowania, owszem jest krokiem do pogodzenia się z sytuacją, ale w większości przypadków nie wystarczy, by w pełni zamknąć ten proces i ruszyć dalej bez poczucia żalu. Pogodzenie się z sytuacją nie oznacza jeszcze przebaczenia i zapomnienia o sprawie . Powstała rysa nie znika.
UsuńByć może masz rację, co nie oznacza, że rysa, o której się pamięta, wyklucza dalsze dobre kontakty. U mnie nie wykluczyła.
OdpowiedzUsuńNie wiem, czy mówiąc o zapomnieniu o sprawie, nie masz na myśli wyparcia. Ono nie występuje w wyniku przebaczenia; występuje, gdy rzeczywistość jest zbyt przykra, by o niej pamietac.
Kiepsko się dyskutuje, gdy nie masz przed sobą żywego, czującego człowieka a jedynie obojętny druk.🙁
jasne , trudno dyskutować w ten sposób... Nie nie mówię o wyparciu ...to jeszcze inna kwestia. Wracając do rysy czy pęknięcia to zgadzam się z Tobą nie wyklucza ona dalszego kontaktu. W moim przypadku kontakt się jednak luzuje i nigdy nie wraca już do pierwotnego stanu sprzed zawodu. Oczywiście mówimy tu o poważnych historiach a nie o drobiazgach, które czasem zdarzają się przez nieuwagę. Niestety tak już mam , że podchodzę do człowieka z sercem na dłoni ale gdy mnie poważnie zawiedzie czy zrani drugi raz już nie potrafię mu zaufać. Możemy nawet rozmawiać jakby nigdy nic się nie stało ale już trzymam dystans i nie pozwolę komuś takiemu się zbliżyć.
UsuńRozumiem. To jasne, że zaufanie jest nadwyrężone.
UsuńPozdrawiam :)
UsuńRozczarowanie boli, ale bywa też najlepszym nauczycielem. To moment, w którym iluzje ustępują miejsca prawdzie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i serdeczności ślę 🥰
Święta prawda . Pozdrawiam 😄
UsuńNo właśnie, pozwoliłam paru osobom odejść z mojego życia i była to najlepsza decyzja. Czasem pomimo rozczarowań, tkwimy w czymś bez sensu.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie:)
Też tak myślę ... miałam podobnie też podziękowałam paru osobom i dobrze mi z tym. Również pozdrawiam . 😄
UsuńTak jak na końcu napisałaś. Rozczarowanie to ważne emocja czy myśl. Możemy się sporo nauczyć, chociaż nie jest to miłe.
OdpowiedzUsuńowszem miłe nie jest ... ale pozwala zdjąć "różowe okulary"
Usuń