"Pewnego dnia trzej ślepi wędrowcy spotkali na swej drodze słonia. Co to może być takiego? — zapytali i wyciągnęli ręce, by poznać ową przeszkodę. Jeden dotknął nogi słonia. Ach, to wielki słup — zakrzyknął. Drugi dotknął trąby. — Nie masz racji — powiedział, to przecież wąż. Trzeci natrafił na ucho. — Obydwaj mylicie się, bo przecież to jest wachlarz! "
Nie wiem, czy długo spierali się o to, który z nich ma rację próżno dociekać...ale opowiastka ta uczy, że tak jak żaden z tych ślepców, nie mógł uchwycić swym pojmowaniem istoty całego słonia tak nikt z nas nie jest w stanie zauważyć i pojąć wszystkich zjawisk, rzeczy, zdarzeń nawet bliskich, a tym bardziej tych, do których wzrok już nie sięga. Chcę przez to powiedzieć, że taka wielość sposobów postrzegania, myślenia sprawia, że często trudno nam się wzajemnie zrozumieć i porozumieć. Bo każdy z nas widzi i interpretuje tę samą sytuację inaczej. Dlaczego ? Otóż, wynika to z posiadania innego, unikalnego dla każdego człowieka zestawu filtrów poznawczych. Nasz mózg nie rejestruje świata jak kamera lecz na bieżąco go rekonstruuje, opierając się na naszych doświadczeniach, emocjach, stanach psychicznych, wyznawanych zasadach, normach, wzorcach kulturowych itd. Dodać należy, że najczęściej jesteśmy też wręcz przekonani o obiektywności naszego widzenia, a odmienne zdanie innych uważamy za błędne lub irracjonalne. Tymczasem jak to pięknie ujął filozof Guido Calogero - "Trzeba chcieć zrozumieć światy myślowe drugiego człowieka w taki sposób w jaki się pragnie, aby inni starali się nas zrozumieć." Podjęcie próby zrozumienia dlaczego ktoś myśli lub czuje w dany sposób, inny niż nasz jest dla nas wyzwaniem. Zwykle łatwiej przychodzi nam natychmiastowa ocena czy krytyka. Zacytowana powyżej piękna i niezwykle głęboka myśl, przypomina nam o istocie pokory, empatii i zrozumienia w relacjach międzyludzkich. Wymaga ona od nas wyzbycia się własnego ego i spojrzenia na rzeczywistość oczami drugiego człowieka. Czyli traktowania go dokładnie tak, jak sami chcielibyśmy być traktowani. Warto jednak pamiętać, że dążenie do zrozumienia drugiego człowieka wcale nie oznacza automatycznej zgody na wszystko lub rezygnacji z własnych granic. Tu chodzi raczej o zbudowanie pomostu i stworzenie bezpiecznej przestrzeni do dialogu. Zgadzając się na to, że każdy z nas nosi w sobie swoją własną unikalną "soczewkę" /wynikającą z doświadczeń, kultury czy wychowania/, zyskujemy bardzo konkretne korzyści. Np. rozumienie, że nasza prawda nie musi być / i często nie jest/ jedyną obiektywną rzeczywistością... świadomość tego powstrzymuje nas przed narzucaniem swojego zdania innym. Rozwijamy empatię a co za tym zamiast oceniać odmienne poglądy, staramy się je zrozumieć. Akceptacja inności otwiera przestrzeń do dialogu, w którym obie strony czują się wysłuchane i szanowane...przez co budujemy relacje a nie je niszczymy.

Fajnie to brzmi i ten przykład ze ślepcami rzeczywiście dobrze pokazuje, jak łatwo każdy „łapie” tylko fragment rzeczywistości. Mam jednak wrażenie, że w praktyce jeszcze trudniejsze od samego zrozumienia drugiego człowieka jest zatrzymanie się przed automatyczną oceną — bo to wchodzi szybciej niż refleksja. Zastanawiam się też, czy da się całkiem wyrzucić z siebie przekonanie, że „moja wersja jest bliższa prawdy”, czy raczej chodzi o to, żeby mieć tego świadomość i trochę ją korygować.
OdpowiedzUsuńodpowiadając na Twoje końcowe pytanie ...myślę, że nie da się całkowicie wyeliminować tego przekonania, że "moja wersja jest bliższa prawdy ", ponieważ jest ono niejako wbudowane w nasz mózg. Chodzi jednak o to, aby zauważać je, świadomie korygować i uelastyczniać swoją perspektywę. Nawet nasze rodzime powiedzonko mówi , że "tylko krowa nie zmienia zdania" co oznacza, że elastyczność myślenia jest oznaką dojrzałości, zaś kurczowe trzymanie się raz obranego punktu widzenia może tylko świadczyć o braku refleksji...
UsuńCóż, czyli w relacjach z drugim człowiekiem dobrze trafiać na tę samą część słonia 😉
OdpowiedzUsuńW relacjach oznacza to, że dobrze jest trafić na kogoś z kim po prostu ma się wspólną perspektywę, zbieżne wartości i podobne rozumienie sytuacji. Bo wtedy... kiedy "dotykacie tej samej części słonia" nie koniecznie obie strony zobaczą dokładnie to samo /mogą się pojawić jakieś niuanse/ ale i tak , łatwiej będzie wam o porozumienie.
UsuńMądra przypowieść. Warto ją sobie czasem przypominać.
OdpowiedzUsuńTeż tak myślę...😉 Ta przypowieść uczy przede wszystkim pokory wobec własnej wiedzy i ostrzega nas przed wyciąganiem pochopnych wniosków na podstawie niepełnych danych. Nasz punkt widzenia często zależy od punktu siedzenia, często nasze subiektywne odczucia wydają się nam absolutną prawdą, a tak naprawdę są jedynie wycinkiem rzeczywistości...a przecież "cały słoń" wyłania się dopiero wtedy, gdy połączymy różne punkty widzenia i posłuchamy argumentów innych osób. Cóż, żyjemy w czasach, w których łatwość publikowania własnych opinii w sieci sprzyja polaryzacji i postawom typu "ja wiem lepiej". Zanika kultura dialogu na rzecz utwierdzania się we własnych przekonaniach i odrzucania odmiennych punktów widzenia...stąd mój post. Warto też przypominać sobie słowa klasyków, takie jak myśl Sokratesa: "Wiem, że nic nie wiem", która uczy pokory wobec ogromu wiedzy i otwiera przestrzeń na rozmowę z drugim człowiekiem...
UsuńA mnie się przypomina jeszcze takie spostrzeżenie, że kiedy ktoś widzi rzeczy inaczej niz my, na ogół odruchowo przyjmujemy, że to on się myli, nie my (dla mnie to było odkrywcze). Wobec tego gotowość, żeby się porozumieć i zweryfikować swoje przekonanie, jest postawą jakby bardziej zaawansowaną, jeśli mogę tak powiedzieć... Pozdrawiam w tym okropnym upale
OdpowiedzUsuń