Bycie sobą nie ułatwia życia, bywa trudne, ponieważ często wymaga od nas konfrontacji z oczekiwaniami otoczenia, z lękiem przed odrzuceniem oraz presją społeczną. Tak, bycie sobą jest trudne, ponieważ wymaga przeciwstawienia się naszej wrodzonej potrzebie przynależności społecznej. Dlatego wiele osób zamiast realizować własne wartości, często wybiera bezpieczne dopasowywanie się, woli w obawie przed krytyką zakładać "maski" niż ryzykować bycie w pełni sobą, woli ukrywać swoje prawdziwe "ja", doginać się na wszelkie sposoby aby zyskać akceptację, mimo iż z czasem może to prowadzić do frustracji czy zagubienia. Dla innych noszenie masek jest metodą na życie,sposobem na osiąganie własnych celów. Jedno jest pewne, z czasem ukrywający się za maską człowiek coraz bardziej gubi siebie. Zatem warto zadać sobie fundamentalne i bardzo wyzwalające pytanie, które brzmi- "co mi po przynalężności do grona ludzi którzy nie są sobą i przy których ja też nie mogę być sobą? " Odpowiedź brzmi: nic. Trwanie w relacjach, w których nie możemy być w pełni sobą, drenuje naszą energię psychiczną, frustruje, funduje nam chroniczny stres i oddala nas od autentycznego życia. Takie bycie w grupie tylko dla samej przynależności rzadko przynosi długoterminowe szczęście. Zdecydowanie cenniejsze jest budowanie relacji opartych na szczerości, nawet jeśli oznacza to znacznie węższe grono znajomych. Niestety świat wokół ciągle przyspiesza, nic dziwnego, że w tym pędzie łatwo stracić kontakt z własnym "ja" i poddać się presji ciągłego dostosowywania się. By nie zagubić się w tym zewnętrznym haosie potrzebujemy własnej "kotwicy albo kompasu" inaczej wartości, które pozostają niezmienne, niezależnie od tych zewnętrznych zmian. I tu wracamy do punktu wyjścia czyli do bycia sobą. Bo gdy człowiek jest naprawdę sobą nie ma się do czego dostosowywać. Świat może obracać się jak chce. Punkt stały zostaje punktem stałym. Kiedy żyjemy w zgodzie ze sobą, wszelkie zewnętrzne zmiany czy presja otoczenia tracą nad nami władzę. Ta nasza wewnętrzna spójność staje się naszą kotwicą i kompasem, naszą bezpieczną przystanią, niezależnie od tego, co dzieje się dookoła...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Dwa monologi nie czynią dialogu... - Jeff Daly
Uczy się nas, że trzeba rozmawiać ... owszem, ale to niestety nie jest antidotum na wszystko. Rozmowa nie jest cudownym lekiem na każdą s...
-
Czyli z "urodzinowego balonu" nagle uchodzi powietrze, płyta zatrzymuje się z głośnym zgrzytem, a ty "spadasz z wysokości...
-
W dzisiejszych czasach największą wadą młodości jest to, że nie toleruje starości, zapominając, że sama do niej dąży... Powszechne np, w te...
-
Bycie sobą nie ułatwia życia, bywa trudne, ponieważ często wymaga od nas konfrontacji z oczekiwaniami otoczenia, z lękiem przed odrzuceniem ...
Jasne! Tyle, że do bycia sobą niezbędna jest samoakceptacja a jeśli jej nie ma- a bardzo często nie ma , to bycie sobą staje się jedynie ideą.
OdpowiedzUsuńTo niezwykle trafna i głęboka obserwacja. Masz absolutną rację – bez fundamentu, jakim jest samoakceptacja, poczucie własnej wartości, próba "bycia sobą" faktycznie staje się tylko abstrakcyjną ideą lub pobożnym życzeniem, a nie realnym sposobem na życie. Dobra wiadomość jest taka , że nad samoakceptacją można popracować... oczywiście jeśli się tylko chce...
UsuńNo właśnie, im częściej zakładamy maski, tym bardziej gubimy siebie. Ja zakładam, że czasem jednak trzeba się dostosować, choć to są pojedyncze, wyjątkowe sytuacje. Jeśli przebywamy w gronie znajomych, bliskich nam ludzi, powinniśmy móc być sobą. Czasem człowiek boi się pokazać prawdziwego siebie, ale tylko w ten sposób może nawiązać wartościowe relacje.
OdpowiedzUsuńżeby być sobą trzeba najpierw wiedzieć kim się jest...autentyczność wymaga świadomości. Samoświadomość i samowiedza obejmuje zrozumienie swoich emocji, wartości, potrzeb, a także mocnych i słabych stron. Bez tego fundamentu "bycie sobą" staje się zgadywaniem, dopasowywaniem się, uleganiem wpływom. Jak już wiemy "kim jesteśmy" wtedy owszem jesteśmy elastyczni ale świadomie i to my decydujemy na co pozwalamy, co dla nas jest w porządku a jeśli nie jest to negocjujemy ... po prostu już nie pozwalamy by coś tam odbywało się naszym kosztem.
UsuńNiby wszystko się zgadza, ale mam wrażenie, że to „bądź sobą” w praktyce wcale nie jest takie proste jak w teorii. Bo co to właściwie znaczy być sobą, kiedy człowiek i tak cały czas trochę się zmienia w zależności od sytuacji i ludzi?
OdpowiedzUsuńZ drugiej strony… chyba nie do końca kupuję też ten ideał „albo pełna autentyczność, albo maska i zagubienie”. W realnym życiu to często jest coś pomiędzy – trochę dopasowania, trochę własnych granic, trochę kompromisu. I może to właśnie jest najbardziej „prawdziwe”, a nie jakieś totalne odcięcie się od wpływu innych.
Bycie sobą to w/g mnie życie w zgodzie ze swoimi wartościami, emocjami i autentycznymi potrzebami. To odwaga do wyrażania własnego zdania, szanowanie własnych granic, akceptacja swoich wad i zalet oraz unikanie udawania kogoś, kim się nie jest, tylko po to, aby zadowolić innych. To oznacza, że postępuje się spójne z tym, co się czuje i myśli, zamiast dopasowywać się do oczekiwań otoczenia /kosztem siebie/. Buduje się relacje oparte na prawdzie i zaufaniu, bez noszenia "masek" ochronnych i udawania. Podobnie jak Ty wcale nie uważam, że życie w zgodzie ze sobą polega na sztywnym trzymaniu się jednej postawy, ale na działaniu w TU i TERAZ, uwzględnieniem naszych wartości i otoczenia. Tyle, że polega to na świadomym /z naciskiem na świadomym/ decydowaniu o tym, jak zachowujemy się w danej sytuacji. To oczywiste, że zamiast budować mur, lepiej postawić drzwi... ale to Ty decydujesz, na co pozwalasz i co jest dla Ciebie w porządku, ale potrafisz też negocjować i iść na zdrowe kompromisy.
OdpowiedzUsuń