czwartek, 2 lipca 2026

Baletnica wagi ciężkiej...

 


Mamy lato, a ono zmusza nas do odsłonięcia ciała czasem nawet do wbicia się w krótkie spodenki lub kostium kąpielowy i …  wpadamy w kompleksy. Bo to i pelikany i jakiś cellulit, fałdki, wałek na brzuchu... a kiecka czy bikini już nie leżą na nas tak jak kiedyś /- czyży się skurczyły?/. A w mediach wprost bombardują nas obrazami fit sylwetek, my zaś z wyrzutami sumienia spoglądamy na kolejną porcję lodów czy serniczka. Tymczasem w Afryce żyje sobie zwierz, który z otyłości uczynił sztukę, z niezgrabności uczynił broń, a dbanie o skórę wzniósł na poziom, o którym koncerny farmaceutyczne mogą sobie tylko pomarzyć. Mowa o uroczych hipciach...ale jeśli ktoś myśli, że hipcio to tylko taka duża, wesoła świnka rzeczna, która lubi taplać się w błocie i porusza uszami jak w kreskówkach Disneya, to bardzo się myli. Hipopotam to czołg w skórze parówki, wegańska maszyna do zabijania, ukryta pod świetnie nawilżoną warstwą skóry, a jego drzewo genealogiczne kryje skandal, przy którym fabuła "Mody na sukces" to zaledwie niewinna bajeczka. Cóż, w brutalnym świecie przyrody- powiedzmy to jasno- nie ma miejsca na fałszywą skromność. Zatem, hipopotam nie sili się na bycie pięknym, modnym czy sympatycznym — on po prostu jest. Może więc, zanim zaczniemy wstydzić się własnych krągłości, zamiast krytycznie mierzyć się spojrzeniem w łazienkowym lustrze, każdej wystawowej szybie, warto spojrzeć w stronę Nilu. Tam w słońcu błyszczy skóra istoty, która nie zna kompleksów i nie czyta poradników motywacyjnych. Hipopotam wie, że by przetrwać, wystarczy być sobą — choćby tym sobą ważącym trzy tony i rozrzucającym błoto w rytmie walca. Hipopotam uczy pokory wobec natury, ironicznego dystansu wobec jej kaprysów i bezwstydnej dumy z własnych niedoskonałości. W końcu "balet życia" nie zawsze odbywa się na scenie — czasem tańczy się go po pas w błocie, w rytmie rzeki, z twarzą pokrytą filtrem z czerwonego potu i sercem spokojnym jak tafla  jeziora...

2 komentarze:

  1. No i niby wszystko fajnie, hipopotam jako taki symbol „akceptacji siebie”, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że trochę łatwo nam tak romantyzować naturę z bezpiecznej kanapy 😅 bo jednak jakby hipcio miał konto na Instagramie, to pewnie też by miał kompleksy, tylko inne.

    Z drugiej strony trafia do mnie ten kontrast — że my się nakręcamy na wygląd, a w przyrodzie nikt nie robi sobie z tego problemu, tylko działa i przetrwa. Ale czy to na pewno takie proste przeniesienie na ludzi?

    OdpowiedzUsuń
  2. gdzie Ty tu widzisz romantyzowanie natury...przecież wyraźnie piszę, że tak naprawdę - "Hipopotam to czołg w skórze parówki, wegańska maszyna do zabijania, ukryta pod świetnie nawilżoną warstwą skóry". Sugeruję raczej, że w naturze każde stworzenie wykorzystuje to co jest mu dane, by przetrwać a tylko człowiek nie akceptuje siebie. Taki można rzec paradoks ludzkiej natury. Zwierzęta działają instynktownie, akceptując swoje ograniczenia i dary, podczas gdy człowiek – obdarzony samoświadomością i szczyci się posiadanym intelektem – nieustannie dąży do przekraczania własnych granic i często popada w niezgodę z samym sobą, zamiast mądrzeć wydaje się coraz głupszy. Oczywiście, ta "nieakceptacja" ma dwie strony: 1/ brak zgody na status quo i własne ograniczenia popychają nas ludzi do tworzenia kultury, nauki, medycyny i technologii czyli do tego co nazywamy postępem i rozwojem. 2/ To pułapka oczekiwań. W świecie społecznym i cyfrowym ciągle porównujemy się do wyidealizowanych wzorców, co prowadzi nas do utraty kontaktu z własną biologiczną naturą, do poczucia zagubienia. A co do konta na Instagramie ... możliwe, że hipcie są jednak bardziej roztropne niż ludzie ? 😄

    OdpowiedzUsuń

Dwa monologi nie czynią dialogu... - Jeff Daly

  Uczy się nas, że trzeba rozmawiać ... owszem, ale to niestety nie jest antidotum na wszystko.  Rozmowa nie jest cudownym lekiem na każdą s...