Fot. własne
Eskapada dobiega końca... ale wracam do domu z nadzieją, że kolejna czai się tuż za rogiem 👍😄
Eskapada dobiega końca... ale wracam do domu z nadzieją, że kolejna czai się tuż za rogiem 👍😄
Głuchołazy to urokliwe miasto w pow. nyskim. Po ostatniej powodzi miasto odzyskuje swój blask. Wrócił też porwany przez żywioł most .
Jadąc przez okolice Namysłowa /woj. opolskie/ trafiłam na wieś Minkowskie a w niej taka perełka. Pałac zbudowany w latach 1765-1784 dla Friedricha Wilhelma von Seydlitzato to zdecydowanie najwybitniejsze na terenie powiatu namysłowskiego dzieło XVIII-wiecznej architektury. W swojej formie wyraźnie przyjął on wzorce poczdamskiego pałacu Sansouci, rezydencji króla Prus Fryderyka II Wielkiego. Szczególnie wpływ ten widać w północnej, ogrodowej elewacji rezydencji. Na dzień dzisiejszy to własność prywatna z zakazem wstępu /znalazłam dziurę w ogrodzeniu/ i niestety niszczeje.
W kulturze zachodniej te "trzy małpki" symbolizują udawanie, że problem nie istnieje, oraz ciche przyzwolenie na zło. Niestety ludzie często po fakcie, gdy w ich otoczeniu wydarzy się coś złego udają, szok i zdziwienie, udają, że nic nie widzieli, nic nie słyszeli i nabierają wody w usta.
Niema dnia by media nie epatowały nas kolejnym bestialskim czynem czy morderstwem, którego dopuszcza się człowiek wobec drugiego człowieka. Zwykle towarzyszy temu szok i niedowierzanie. Szczególnie mocne, gdy oprawcą okazuje się tzw. normalny człowiek. No bo jak to możliwe, żeby porządny obywatel okazał się mordercą? Sąsiedzi zwykle, twierdzą w takich razach, że to przecież byli fajni, normalni ludzie, kłaniali się, uśmiechali, chodzili do kościoła czy z dziećmi na plac zabaw, itp. Zatem taki profil podejrzanego, w niczym im nie przypomina wyobrażenia o brutalnym przestępcy. Nic więc dziwnego, że w związku z tym nie mieści się im w głowach, żeby to było możliwe aby ktoś taki mógł zrobić coś tak strasznego. Okazuje się, że to możliwe. A to zdumienie ludzi mówi więcej o nich samych niż o nim. Bo my wciąż wierzymy, że zło ma wygląd "diabła". Rogi, blizny, szaleństwo w oczach. A ono zaskakująco często przychodzi w postaci "anioła": uprzejmego sąsiada, taty z przedszkolnego parkingu itp. Powiedzmy sobie jednak szczerze tak bez znieczulenia. Zapominamy albo może nie wszyscy wiemy, że prawdziwi psychopaci bywają czarujący i budzą zaufanie. Powiedzmy sobie szczerze ich urok osobisty jest wręcz legendarny. Ludzie ich "kupują". Nie ma co się oszukiwać, to nie jest typowy potwór z horroru. To często jest ktoś, z kim wymieniamy uprzejmości, komu podajemy rękę, z kim miło sobie gawędzimy. Media, opisując różne tragedie, nagminnie i celowo akcentują role społeczne sprawców bo to podbija emocje odbiorców tych doniesień. Tyle, że to iż był "mężem i ojcem", "synem i wnukiem" itp. niczego nie zmienia, to tylko etykiety nic nie mówiące o tym osobniku a raczej tylko fałszujące obraz rzeczywistości. Bowiem rodzina jako taka nie zapewnia certyfikatu niewinności, jej posiadanie nie jest gwarantem bycia normalnym i porządnym człowiekiem. Pamiętać należy też, że obraz czy to pojedynczej osoby, czy rodziny jaki widzimy zawsze jest niepełny, bowiem widzimy tylko tyle ile inni pozwolą nam zobaczyć. Widzimy ich takimi jakimi oni chcą byśmy ich widzieli. A to znaczy, że nasz obraz innego człowieka może opierać się na kłamliwych przesłankach i być daleki od prawdy. Oczywiście to o czym piszę nie znaczy, że powinniśmy izolować się od ludzi czy dystansować lub podejrzewać każdą "uśmiechniętą osobę" o złe zamiary. Warto jednak zachować ostrożność gdy np. intuicyjnie czujemy, że coś nam nie gra w człowieku i na co dzień pamiętać, że ludzie są bardziej złożeni, niż to się nam z pozoru wydaje. "Ideałów" lepiej się wystrzegać... ale, nie zapominajmy też, że nie tylko przestępcy ale każdy z nas nosi w sobie jakiś mrok /psychologia nazywa to cieniem/, który w sprzyjających okolicznościach może się obudzić. Myślę, że świadomość tego mechanizmu jest nam potrzebna gdyż pozwala nam lepiej kontrolować własne zachowania w trudnych sytuacjach...
Przekonanie, że złe rzeczy lub problemy dotyczą tylko innych ludzi, to nierealistyczny optymizm... to błąd poznawczy. Człowiek /a więc każdy z nas/ może być potworem, aniołem lub kimś pośrodku... Uważam, że to zdanie trafnie opisuje naszą ludzką naturę, w której mieszka i dobro, i zło oraz codzienna szarość. Większość z nas nie jest czysta jak kryształ ani też całkowicie zepsuta, lecz wybiera różne postawy w zależności od chwili i sytuacji...
Niby rozmawiają, ale każde patrzy w telefon. Przyszli na spotkanie towarzyskie, ale myślami są gdzie indziej, gołym okiem widać brak zainteresowania tym co inni mają do powiedzenia, jeśli w ogóle mają, widać też brak ciekawości drugiego człowieka. Inny częsty widok to rodzic z dzieckiem na spacerze w parku, który zamiast być obecny dla swojej pociechy cały czas coś skroluje w telefonie. Niestety ludzie coraz częściej angażują się w relacje powierzchownie. Bardziej skupiają uwagę nie na drugim człowieku ale na rozpraszającej ich technologii. Taki rodzaj bycia w relacji "na pół gwizdka" wydaje się być już współczesnym standardem. Nic też dziwnego, że konsekwencją takiego stanu rzeczy są narastające problemy z relacjami. No bo jak niby pogłębiać przyjaźnie, zakochiwać się i budować trwałe więzi, realne społeczności, gdy ludzie przestają umieć zwracać na siebie uwagę, przestają się naprawdę widzieć, słyszeć i czuć???
Już nie zadzwonię do mamy, taty, brata... Raptem to ja jestem najstarsza.
Konfrontacja z przemijaniem z jednej strony przynosi upragniony spokój, dystans i umiejętność zachwytu nad "zwykłą" codziennością. Z drugiej niesie naturalny smutek związany z nieodwracalną stratą ludzi, miejsc i energii, które kiedyś tworzyły nasz świat. Życie w drugiej jego połowie nie jest dla mnie już tak stresujące jak w młodości. Odpadło mi tyle odpowiedzialności, obowiązków, przymusów ale tym samym zrobiło się więcej miejsca na refleksję, która niestety często ma słodko-gorzki smak. Czuję się jakbym zmieniła okulary z 3D na normalne. Widzę świat może zwyklejszy, ale co istotne w tej zwykłości też nie przestał być bogaty i fascynujący. A to znaczy, że mimo iż ciało powoli stawia opór to mój duch ciągle jest jeszcze w przyzwoitym stanie, jakoś się trzyma. Ciągle jeszcze jestem ciekawa świata, wrażliwa na piękno, potrafię się zachwycić nie tylko naturą, ale co trudniejsze drugim człowiekiem też. To oczywiste, że w drugiej pięćdziesiątce szukam pozytywów, sama się nakręcam i pocieszam, że jeszcze nie jest tak źle bo jak powszechnie wiadomo zawsze może być gorzej. Ale … no właśnie to cholerne "ALE"...przy nim mina mi trochę rzednie. Bo jednak czas przeszły niczym "czarna dziura" pochłonął wszystko bezpowrotnie. I dziecięce marzenia, i niespożyte siły i energię młodości, i dom rodzinny, i ludzi którzy stanowili istotną treść mojego życia w tamtym czasie. Przeszłość zamieniła się w popiół wspomnień. I niczym kurz unosi się wokół mnie, gdy jej tylko dotknę. Myślę jednak, że paradoks polega na tym, że moja pamięć i nostalgia są jednak dowodem na to, że przeżyłam życie pełne wartościowych relacji i doświadczeń. Bo przecież bez nich ten "popiół" by nie istniał. I choć nie da się cofnąć przeszłości, emocjonalny ładunek, który w sobie noszę, jest wciąż częścią mnie i kształtuje to, kim jestem dzisiaj...
"Nie znam żadnego skurwysyna, który ma kłopot z patrzeniem sobie w oczy w lustrze".
Ta gorzka refleksja aktora Jana Englerta na temat zaniku wstydu i moralności w dzisiejszym świecie, zwraca też uwagę na to, że cyniczne i bezwzględne osoby, których ciągle nam przybywa często nie mają żadnych problemów ze spojrzeniem w lustro, ponieważ tak po prostu wyzbyły się autorefleksji lub stworzyły własny, wygodny system wartości. Oczywistym jest, że jak świat światem my ludzie nigdy nie byliśmy tylko dobrzy, zawsze grzeszyliśmy, robiliśmy złe rzeczy i nadal grzeszymy i będziemy... z tą różnicą, że kiedyś człowiek wstydził się gdy zrobił coś złego a dziś, gdy zrobi coś złego to się jeszcze chwali … i to bezkarnie na dodatek.
👉Człowieka poznajesz po tym, co robi — nie po tym, co mówi...
Jak mawia znane przysłowie: "czyny mówią głośniej niż słowa"... To prawda! Niestety słowa są często tylko obietnicami rzucanymi na wiatr, a dopiero konkretne czyny i postawy pokazują prawdziwy charakter otaczających nas ludzi. By się o tym przekonać, by to zrozumieć trzeba było przeżyć w swoim życiu nie jeden zawód, przełknąć nie jedno paskudne rozczarowanie...
Chcesz być nieszczęśliwa? Proszę bardzo. Oto kilka sugestii... Nie odbieraj telefonów od rodziny, przyjaciół, nie odpisuj znajomym, odwołuj spotkania w ostatniej chwili. Najlepiej od razu zacznij się izolować. Pracuj coraz dłużej, kupuj coraz więcej i zupełnie nie szanuj swojego czasu, siebie i swojego zdrowia. Nigdy nie korzystaj z rozwiązań, które mogłyby ułatwić ci życie i pozwolić na chwilę wytchnienia. Nigdy nie wychodź ze swojej strefy komfortu. Zamawiaj zawsze to samo danie, ciągle pierz , sprzątaj, omijaj nowe miejsca, nie ucz się niczego nowego i odrzucaj każdą propozycję, która wywołuje w tobie choć odrobinę niepewności.
Pamiętaj!
Im bardziej przewidywalne będzie twoje życie, tym masz większą szansę, że po latach wszystkie wspomnienia zleją ci się w jedną nudną i płaską całość... i w pełni zasadnie będziesz mogła czuć się nieszczęśliwą.
Wiele osób myśli, że nieszczęśliwe życie po prostu się przydarza, że winne jest jakieś fatum, klątwa, zrządzenie losu, albo że Bóg tak chciał. Bo łatwiej jest zrzucić winę na los czy siły wyższe, niż wziąć pełną odpowiedzialność za własne wybory. Bo trudniej jest przyjąć, że na jakość naszego życia składają się konkretne, codzienne nasze nawyki i decyzje, a nie przeznaczenie.
Ps.
Wiem, wiem... już słyszę te głosy, które kwitują ten post krótkim " TO NIE TAKIE PROSTE" i tym samym sugerują, że nie bardzo wiem o czym piszę albo, że nie mam pojęcia o prawdziwym życiu. Otóż mam świadomość tego, że w życiu dotyka nas np. śmierć biskich, zagrożenie własnego życia, poważne choroba i wiele innych traumatycznych przeżyć i, że przeżycie takich trudnych chwil nie jest proste, to często jest długi proces, który wymaga czasu a czasem i wsparcia. Jednak z własnego doświadczenia wiem, że jeśli "to coś" nie powaliło mnie trupem to oznacza, że nie mam wyjścia, muszę to jakoś przeżyć. I właśnie od tego jak to zrobię dużo zależy. Podejście do trudnych wydarzeń ma fundamentalne znaczenie. Bo choć jak wszyscy nie mam wpływu na to, co mnie spotyka, to perspektywa, jaką przyjmuję, decyduje o tym, czy i jak poradzę sobie z traumą, czy uda mi się odzyskać poczucie kontroli nad własnym życiem...
Mamy lato, a ono zmusza nas do odsłonięcia ciała czasem nawet do wbicia się w krótkie spodenki lub kostium kąpielowy i … wpadamy w kompleksy. Bo to i pelikany i jakiś cellulit, fałdki, wałek na brzuchu... a kiecka czy bikini już nie leżą na nas tak jak kiedyś /- czyży się skurczyły?/. A w mediach wprost bombardują nas obrazami fit sylwetek, my zaś z wyrzutami sumienia spoglądamy na kolejną porcję lodów czy serniczka. Tymczasem w Afryce żyje sobie zwierz, który z otyłości uczynił sztukę, z niezgrabności uczynił broń, a dbanie o skórę wzniósł na poziom, o którym koncerny farmaceutyczne mogą sobie tylko pomarzyć. Mowa o uroczych hipciach...ale jeśli ktoś myśli, że hipcio to tylko taka duża, wesoła świnka rzeczna, która lubi taplać się w błocie i porusza uszami jak w kreskówkach Disneya, to bardzo się myli. Hipopotam to czołg w skórze parówki, wegańska maszyna do zabijania, ukryta pod świetnie nawilżoną warstwą skóry, a jego drzewo genealogiczne kryje skandal, przy którym fabuła "Mody na sukces" to zaledwie niewinna bajeczka. Cóż, w brutalnym świecie przyrody- powiedzmy to jasno- nie ma miejsca na fałszywą skromność. Zatem, hipopotam nie sili się na bycie pięknym, modnym czy sympatycznym — on po prostu jest. Może więc, zanim zaczniemy wstydzić się własnych krągłości, zamiast krytycznie mierzyć się spojrzeniem w łazienkowym lustrze, każdej wystawowej szybie, warto spojrzeć w stronę Nilu. Tam w słońcu błyszczy skóra istoty, która nie zna kompleksów i nie czyta poradników motywacyjnych. Hipopotam wie, że by przetrwać, wystarczy być sobą — choćby tym sobą ważącym trzy tony i rozrzucającym błoto w rytmie walca. Hipopotam uczy pokory wobec natury, ironicznego dystansu wobec jej kaprysów i bezwstydnej dumy z własnych niedoskonałości. W końcu "balet życia" nie zawsze odbywa się na scenie — czasem tańczy się go po pas w błocie, w rytmie rzeki, z twarzą pokrytą filtrem z czerwonego potu i sercem spokojnym jak tafla jeziora...
Z okazji Dnia Psa życzę mojej Kosmitce żeby miała zawsze siłę do biegania i mnóstwo pysznych smakołyków do chrupania! .. Sto psich lat mała !
Obcując z ludźmi, wchodząc z nimi w relacje czy interakcje wiele się nauczyłam. W efekcie... od dawna już mniej wierzę słowom, które słyszę a bardziej wierzę emocjom czyli temu co czuję, co widzę w oczach drugiego człowieka, co słyszę w tonie jego głosu, co dostrzegam w jego postawie czy zachowaniu – bo słowa stanowią tylko ułamek tego, co dany człowiek przekazuje ... Słowa są tym co może on najłatwiej kontrolować, sfałszować i zaplanować. Natomiast towarzyszące wypowiadanym słowom mikroekspresje, ekspresja mimiczna, ton, barwa głosu - są trudne do wyreżyserownia i nie kłamią. Obserwacja mowy ciała osobnika plus nasze wewnętrzne "przeczucie" /tzw. intuicja, której nie zawsze słuchamy/ najszybciej ujawniają nam prawdziwe intencje drugiego człowieka. Pozwalają odróżniać coś co jest sztuczne, co jest tylko kreacją, od tego co jest prawdziwe. Tak już jesteśmy skonstruowani, że kiedy np. kłamiemy lub ukrywamy emocje, nasze "ciało przecieka". Słowa mogą mówić np. "nic się nie stało", ale napięte mięśnie szczęki, unikanie wzroku lub wymuszony uśmiech natychmiast zdradzają fałsz...
Uczy się nas, że trzeba rozmawiać ... owszem, ale to niestety nie jest antidotum na wszystko. Rozmowa nie jest cudownym lekiem na każdą s...