piątek, 31 lipca 2026

Powrót ...


                         Fot. własne

Eskapada dobiega końca... ale wracam do domu z nadzieją, że kolejna czai się tuż za rogiem 👍😄

czwartek, 30 lipca 2026

Głuchołazy...


 Fot. własne

Głuchołazy to urokliwe miasto w pow. nyskim. Po ostatniej powodzi miasto odzyskuje swój blask. Wrócił też porwany przez żywioł most .

Prudnik...

 W Prudniku /woj. opolskie/ jestem po raz pierwszy ... sympatyczne miasto .


Fot.własne

Niemodlin...

Poznawanie uroków miasta zaczęłam od cukierni przy niemodlińskim rynku... gdzie zjadłam przepyszną tarte /w wersji mini/ z górą borówek amer. a na wynos wzięłam jagodziankę jak się później okazało rarytas...no po prostu cymes. 

                                                   Fot. własne
Będąc w Niemodlinie /miasto w woj. opolskim/ nie można nie zobaczyć zamku książęcego czyli dawnej rezydencja książąt opolskich, niemodlińskich i strzeleckich. Powstał w 1313 roku. Zamek był wielokrotnie przebudowywany, co pozostawiło na nim ślady różnych stylów architektonicznych. Niewątpliwą atrakcją tego miejsca są też wolno żyjące i spacerujące po zamkowym parku daniele. Podczas letnich wędrówek warto tu zajrzeć ...


Fot. własne

Znowu w trasie ...


Fot. własne


Jadąc przez okolice Namysłowa /woj. opolskie/ trafiłam na wieś Minkowskie a w niej taka perełka.  Pałac  zbudowany w latach 1765-1784 dla Friedricha Wilhelma von Seydlitzato to zdecydowanie najwybitniejsze na terenie powiatu namysłowskiego dzieło XVIII-wiecznej architektury. W swojej formie wyraźnie przyjął on wzorce poczdamskiego pałacu Sansouci, rezydencji króla Prus Fryderyka II Wielkiego. Szczególnie wpływ ten widać w północnej, ogrodowej elewacji rezydencji. Na dzień dzisiejszy to własność prywatna z zakazem wstępu /znalazłam dziurę w ogrodzeniu/ i niestety niszczeje.

poniedziałek, 27 lipca 2026

Leszek Długosz- Jaka szkoda


 Wielka szkoda, brakuje takich twórców... jego piosenki to balsam dla duszy.

Masz siebie na dobre i na złe...


 Ktoś z twojego otoczenia w rozgoryczeniu mówi o sobie: jestem beznadziejny, nigdy nic mi nie wychodzi, zawsze coś zawalam itp. Co byś mu powiedziała? "Tak masz rację" ... czy może jednak nie byłabyś aż tak okrutna i raczej powiedziałabyś coś ciepłego. Że np. jeden kiepski dzień niczego nie zmienia. Że jest dla siebie zbyt surowy i nieobiektywny. Że jutro będzie lepiej itp. A teraz przypomnij sobie, co mówisz sobie w tej samej sytuacji. Niestety w takich razach większość z nas stosuje tu dwa zupełnie różne standardy. Dla innych - wyrozumiałość. Dla siebie - sąd. Tymczasem sposób, w jaki traktujemy siebie w trudnych momentach, ma ogromny wpływ na to, czy jesteśmy w stanie się zmieniać i rozwijać, czy też nie. Czy potrafimy sobie pomóc, czy nie, czy możemy na siebie liczyć czy też nie, czy wierzymy w siebie czy nie. Kim jest ten siedzący w nas krytyczny głos, który podcina skrzydła, zanim zdążymy je rozwinąć. Często nie zdajemy sobie sprawy, że jest on echem dawnych głosów – rodziców, nauczycieli, otoczenia. Kiedyś miał nas chronić… dziś tylko nas blokuje. Zastąpienie wewnętrznego surowego krytyka życzliwym głosem daje nam większe poczucie własnej wartości, redukcję stresu oraz większą lekkość w relacji z samym sobą. Dlatego nie obawiaj się być życzliwą dla siebie. Bowiem życzliwość wobec siebie nie sprawia, że przestajemy się starać. Sprawia, że mamy więcej siły, żeby wstawać po każdej upadku i iść dalej. Każdy nasz dzień, każda godzina pokazują nam, jak sami siebie traktujemy... mówią prawdę o naszej samoświadomości, o naszych nawykach i autoempatii. A to, jak organizujemy swój czas, czy potrafimy stawiać granice i jak mówimy do siebie w myślach, odzwierciedla nasz faktyczny stosunek do własnej osoby. Bądź więc dla siebie wspierająca przyjaciółką a nie wrogiem. Z większą wyrozumiałością patrz na swoje błędy i wybory. Pozwalaj sobie na niedoskonałość i ucz się sobie wybaczać. Wspieraj samą siebie tak jak wspierasz innych. Bycie dla siebie najlepszym przyjacielem oznacza zmianę wewnętrznego krytyka w życzliwego sojusznika, co opiera się na samowspółczuciu, zrozumieniu emocji oraz rezygnacji z surowych ocen... 

Może to truizm ale jedyną osobą, która nigdy cię nie opuści, jesteś ty sama... proponuję byś przypominała sobie o tym,  za każdym razem gdy znowu będziesz chciała sobie dokopać.

sobota, 25 lipca 2026

Człowiek może być potworem, aniołem lub kimś pośrodku...

 

W kulturze zachodniej te "trzy małpki" symbolizują udawanie, że problem nie istnieje, oraz ciche przyzwolenie na zło. Niestety ludzie często po fakcie, gdy w ich otoczeniu wydarzy się coś złego udają, szok i zdziwienie, udają, że nic nie widzieli, nic nie słyszeli i nabierają wody w usta.

Niema dnia by media nie epatowały nas kolejnym bestialskim czynem czy morderstwem, którego dopuszcza się człowiek wobec drugiego człowieka. Zwykle towarzyszy temu szok i niedowierzanie. Szczególnie mocne, gdy oprawcą okazuje się tzw. normalny człowiek. No bo jak to możliwe, żeby porządny obywatel okazał się mordercą? Sąsiedzi zwykle, twierdzą w takich razach, że to przecież byli fajni, normalni ludzie, kłaniali się, uśmiechali, chodzili do kościoła czy z dziećmi na plac zabaw, itp. Zatem taki profil podejrzanego, w niczym im nie przypomina wyobrażenia o brutalnym przestępcy. Nic więc dziwnego, że w związku z tym nie mieści się im w głowach, żeby to było możliwe aby ktoś taki mógł zrobić coś tak strasznego. Okazuje się, że to możliwe. A to zdumienie ludzi mówi więcej o nich samych niż o nim. Bo my wciąż wierzymy, że zło ma wygląd "diabła". Rogi, blizny, szaleństwo w oczach. A ono zaskakująco często przychodzi w postaci "anioła": uprzejmego sąsiada, taty z przedszkolnego parkingu itp. Powiedzmy sobie jednak szczerze tak bez znieczulenia. Zapominamy albo może nie wszyscy wiemy, że prawdziwi psychopaci bywają czarujący i budzą zaufanie. Powiedzmy sobie szczerze ich urok osobisty jest wręcz legendarny. Ludzie ich "kupują". Nie ma co się oszukiwać, to nie jest typowy potwór z horroru. To często jest ktoś, z kim wymieniamy uprzejmości, komu podajemy rękę, z kim miło sobie gawędzimy. Media, opisując różne tragedie, nagminnie i celowo akcentują role społeczne sprawców bo to podbija emocje odbiorców tych doniesień. Tyle, że to iż był "mężem i ojcem", "synem i wnukiem" itp. niczego nie zmienia, to tylko etykiety nic nie mówiące o tym osobniku a raczej tylko fałszujące obraz rzeczywistości. Bowiem rodzina jako taka nie zapewnia certyfikatu niewinności, jej posiadanie nie jest gwarantem bycia normalnym i porządnym człowiekiem. Pamiętać należy też, że obraz czy to pojedynczej osoby, czy rodziny jaki widzimy zawsze jest niepełny, bowiem widzimy tylko tyle ile inni pozwolą nam zobaczyć. Widzimy ich takimi jakimi oni chcą byśmy ich widzieli. A to znaczy, że nasz obraz innego człowieka może opierać się na kłamliwych przesłankach i być daleki od prawdy. Oczywiście to o czym piszę nie znaczy, że powinniśmy izolować się od ludzi czy dystansować lub podejrzewać każdą "uśmiechniętą osobę" o złe zamiary. Warto jednak zachować ostrożność gdy np. intuicyjnie czujemy, że coś nam nie gra w człowieku i na co dzień pamiętać, że ludzie są bardziej złożeni, niż to się nam z pozoru wydaje. "Ideałów" lepiej się wystrzegać... ale, nie zapominajmy też, że nie tylko przestępcy ale każdy z nas nosi w sobie jakiś mrok /psychologia nazywa to cieniem/, który w sprzyjających okolicznościach może się obudzić. Myślę, że świadomość tego mechanizmu jest nam potrzebna gdyż pozwala nam lepiej kontrolować własne zachowania w trudnych sytuacjach...

Przekonanie, że złe rzeczy lub problemy dotyczą tylko innych ludzi, to nierealistyczny optymizm... to błąd poznawczy. Człowiek /a więc każdy z nas/ może być potworem, aniołem lub kimś pośrodku... Uważam, że to zdanie trafnie opisuje naszą ludzką naturę, w której mieszka i dobro, i zło oraz codzienna szarość. Większość z nas nie jest czysta jak kryształ ani też całkowicie zepsuta, lecz wybiera różne postawy w zależności od chwili i sytuacji... 

czwartek, 23 lipca 2026

"Na pół gwizdka"...

 


Niby rozmawiają, ale każde patrzy w telefon. Przyszli na spotkanie towarzyskie, ale myślami są gdzie indziej, gołym okiem widać brak zainteresowania tym co inni mają do powiedzenia, jeśli w ogóle mają, widać też brak ciekawości drugiego człowieka. Inny częsty widok to rodzic z dzieckiem na spacerze w parku, który zamiast być obecny dla swojej pociechy cały czas coś skroluje w telefonie. Niestety ludzie coraz częściej angażują się w relacje powierzchownie. Bardziej skupiają uwagę nie na drugim człowieku ale na rozpraszającej ich technologii. Taki rodzaj bycia w relacji "na pół gwizdka" wydaje się być już współczesnym standardem. Nic też dziwnego, że konsekwencją takiego stanu rzeczy są narastające problemy z relacjami. No bo jak niby pogłębiać przyjaźnie, zakochiwać się i budować trwałe więzi, realne społeczności, gdy ludzie przestają umieć zwracać na siebie uwagę, przestają się naprawdę widzieć, słyszeć i czuć??? 


środa, 22 lipca 2026

Słodko-gorzki smak dojrzałości...

 


Już nie zadzwonię do mamy, taty, brata... Raptem to ja jestem najstarsza.

Konfrontacja z przemijaniem z jednej strony przynosi upragniony spokój, dystans i umiejętność zachwytu nad "zwykłą" codziennością. Z drugiej niesie naturalny smutek związany z nieodwracalną stratą ludzi, miejsc i energii, które kiedyś tworzyły nasz świat. Życie w drugiej jego połowie nie jest dla mnie już tak stresujące jak w młodości. Odpadło mi tyle odpowiedzialności, obowiązków, przymusów ale tym samym zrobiło się więcej miejsca na refleksję, która niestety często ma słodko-gorzki smak. Czuję się jakbym zmieniła okulary z 3D na normalne. Widzę świat może zwyklejszy, ale co istotne w tej zwykłości też nie przestał być bogaty i fascynujący. A to znaczy, że mimo iż ciało powoli stawia opór to mój duch ciągle jest jeszcze w przyzwoitym stanie, jakoś się trzyma. Ciągle jeszcze jestem ciekawa świata, wrażliwa na piękno, potrafię się zachwycić nie tylko naturą, ale co trudniejsze drugim człowiekiem też. To oczywiste, że w drugiej pięćdziesiątce szukam pozytywów, sama się nakręcam i pocieszam, że jeszcze nie jest tak źle bo jak powszechnie wiadomo zawsze może być gorzej. Ale … no właśnie to cholerne "ALE"...przy nim mina mi trochę rzednie. Bo jednak czas przeszły niczym "czarna dziura" pochłonął wszystko bezpowrotnie. I dziecięce marzenia, i niespożyte siły i energię młodości, i dom rodzinny, i ludzi którzy stanowili istotną treść mojego życia w tamtym czasie. Przeszłość zamieniła się w popiół wspomnień. I niczym kurz unosi się wokół mnie, gdy jej tylko dotknę. Myślę jednak, że paradoks polega na tym, że moja pamięć i nostalgia są jednak dowodem na to, że przeżyłam życie pełne wartościowych relacji i doświadczeń. Bo przecież bez nich ten "popiół" by nie istniał. I choć nie da się cofnąć przeszłości, emocjonalny ładunek, który w sobie noszę, jest wciąż częścią mnie i kształtuje to, kim jestem dzisiaj...

wtorek, 21 lipca 2026

Nie piszę bloga dla sławy …


 Nie piszę bloga dla sławy, nie chcę też z nikim rywalizować, ani na nim zarabiać, nie uważam, że mam talent, nie pretenduję do tytułu "objawienie pisarskie, czy ekspert roku" itd. itp...powiedziałabym, że piszę go hobbystycznie. Co daje mi luksus wyrażania siebie bez presji popularności, bez martwienia się czy to się komuś podoba, bez martwienia się przy tym o algorytmy, pozycjonowanie i inne takie obce mi terminy. Ponieważ w realnym świecie nie zawsze jest z kim porozmawiać o sprawach, które mnie nurtują to uznałam, że to właśnie blog będzie dla mnie doskonałą przestrzenią do prowadzenia wewnętrznego dialogu. Odpowiednim miejscem do autorefleksji, do wynurzeń i porządkowania myśli. Przy okazji zauważam, że jest też świetną formą autoterapii. A to czy ktoś to czyta, czy nie, czy rozumie mnie, czy podziela moje poglądy czy też nie, to niema dla mnie większego znaczenia. Bo dojrzała dziewczynka /a za taką się uważam/ wie, że czy to w realnym czy w wirtualnym świecie są "ludzie i ludziska" co znaczy, że i tu i tu są oni podobnego pokroju. I niezależnie od tego, czy poruszam się w świecie realnym, czy wirtualnym wiem, że zawsze spotkam osoby o różnych intencjach, podejściu i poziomie empatii. Takie podejście, co tu dużo mówić, pozwala mi utrzymywać higienę psychiczną. Dlatego też wcale się nie staram zadowalać innych i mam selektywne podejście do komentarzy i opinii. Owszem miło jest gdy ktoś czyta to co napisałam gdy zostawi ciekawy komentarz do wpisu, gdy chce podyskutować lub podzielić się swoją refleksją czy własnym punktem widzenia i tym samym w jakiś sposób mnie ubogacić. Zawsze to doceniam. Ale daleka jestem od tego by mój blog wzorem wielu blogów zamienił się w zamkniętą enklawę skupiającą towarzystwo wzajemnej adoracji, gdzie stali komentatorzy wymieniają się uprzejmościami, klakierzy prześcigają się w zachwytach, a nowe lub odmienne głosy są ignorowane lub traktowane chłodno czy też w niewybredny sposób pacyfikowane... a zasada wzajemnej korzyści "jeśli ty nie komentujesz u mnie to ja przestaję komentować u ciebie" staje się obowiązującą normą.  Po co to piszę ? Bo sama dla siebie chciałam doprecyzować dlaczego właściwie to robię , bo może to pomoże też komuś inaczej spojrzeć na mnie jako człowieka i  na mojego bloga też ? 

niedziela, 19 lipca 2026

Święty spokój ...to coś co lubię

"Człowiek dojrzały widzi, rozumie, pamięta. Ale nie rozpamiętuje". Ta piękna i głęboka definicja dojrzałości emocjonalnej przywołana przez psycholożkę K. Miller, stała się myślą przewodnią mojego dzisiejszego postu, w którym zastanawiam się nad tym co zyskałam a co straciłam z wiekiem. Cóż, dojrzały emocjonalnie człowiek nie mitologizuje życia, dostrzega fakty i rzeczywistość taką, jaka jest. Zachowuje spokój i wyciąga wnioski z przeszłości bez zatruwania swojej teraźniejszości ciągłym wracaniem do bolesnych czy negatywnych wspomnień...co  pozwala mu iść do przodu. Osiągnięcie takiego stanu dojrzałości wprawdzie zajęło mi trochę czasu ale w konsekwencji było dla mnie bardzo uwalniające. Punktem wyjścia było zrozumienie, że istota życia polega na tym, że zawsze gdy mija jakiś jego etap to coś się traci, a coś zyskuje, kogoś się wita, ale i kogoś żegna. Z jednej strony np. jest żal, że młodość i uroda "przeminęły z wiatrem", ale w miejsce powierzchownej urody, talii osy jak też młodzieńczej naiwności i głupoty zyskuje się do dyspozycji inne powiedziałabym głębsze wartości jak; piękno wewnętrzne, siłę, hart ducha, mądrość, doświadczenie czy większy dystans do wszystkiego. Z wiekiem nauczyłam się niczego nie rozpamiętywać, a jednocześnie od czasu do czasu z jakąś taką satysfakcją lubię popatrzeć do tyłu, docenić ile już przeżyłam, ile rzeczy się stało i jakie to wszystko było bogate. Nie jeden raz w życiu wydawało mi się, że kiedy coś tam się skończy, to chyba nie dam rady, zapłaczę się. Okazało się, że dałam radę, żyję. Dobrze, że umiałam zapłakać, bo dzięki temu coś przeżyłam. Bo jeśli na czymś nam zależy, to przecież nie potrafimy bagatelizować tego, że to mija, że się rozpada. Dzisiaj wiem, że choć dużo mnie to kosztowało, to paradoksalnie też bardzo mnie wzbogaciło, zbudowało. A ludzie...cóż odchodzą i będą od nas odchodzić, ale jako że "życie nie znosi próżni" to w ich miejsce pojawią się następni - oczywiście jeśli my im pozwolimy wejść do swojego życia. Z perspektywy czasu wiem, że warto inwestować w relacje i warto mieć znajomych i to w bardzo różnym wieku, i nie mówię tu o wnukach. Z wiekiem nauczyłam się też, by nie oczekiwać za dużo, a zwłaszcza tego, że cokolwiek dane jest na zawsze. Przeszło mi też oczekiwanie na życiowe fajerwerki, za to teraz bardziej cieszy mnie prawdziwe życie, które składa się głównie z codzienności, małych gestów i rutyny. Pamiętam też, że w młodości przejmowałam się tyloma rzeczami. Teraz jako dojrzała kobieta poddałam tę listę weryfikacji dzięki czemu uległa znacznemu skróceniu. Za oznakę nabytej z czasem mądrości, uznaję też coraz większą zgodę na to, że świat jest taki, jaki jest. Mało tego, że ja jestem taka, jaka jestem... i dobrze mi z tym. Z wiekiem przyszła też utrata złudzeń: że np. małżeństwo, przyjaźń czy miłość będzie trwało do grobowej deski… Albo, że jak będę dobra dla ludzi, to oni zawsze będą dobrzy dla mnie itp. Brzmi smutno? Jak dla kogo. Osobiście uważam utratę złudzeń za coś pozytywnego! Bo o dziwo, gdy człowiek przestaje kurczowo walczyć o nierealistyczne oczekiwania przychodzi moment ulgi i wyzwolenia.  I tak np. gdy przyjmiesz do wiadomości, że niema ludzi idealnych … to jakoś łatwiej jest zaakceptować brak doskonałości w sobie. Podobnie oddziałuje też świadomość tego, że nikt nie ma wszystkiego...a wtedy zaczynasz bardziej cieszyć się tym, co masz, bo wiesz, że w każdej chwili możesz mieć jeszcze mniej. Dojrzałość obliguje nas do akceptacji swojego wieku i jego niedogodności, jak też akceptacji etapu życia, który aktualnie jest naszym udziałem. To umiejętność pogodzenia się z faktem, że nasze ciało, priorytety i możliwości ewoluują. Umiejętność pogodzenia się z upływem czasu pomaga w docenianiu obecnego momentu.  A te najlepsze dla mnie momenty teraz to te, kiedy nic nie muszę, nigdzie się nie spieszę, nie jestem umówiona, nie mam żadnej pilnej rzeczy do zrobienia, jestem panią siebie i swojego czasu. Robię co chcę, kiedy chcę i w swoim rytmie. Muszę przyznać, że to coś cudownego, coś czego nie dane mi było doświadczyć w wcześniejszym życiu! 
 

piątek, 17 lipca 2026

Z serii moje niepokoje...


 Jest taka popularna, złota myśl, która nawiązuje do zasad moralnych, uczciwości wobec samego siebie oraz życia w zgodzie z własnym sumieniem mówiąca, że "należy tak żyć, żeby móc patrzeć sobie w oczy w lustrze". Myśl ta wyraża postawę, w której człowiek winien kierować się takimi wartościami, aby na koniec dnia mógł zaakceptować swoje czyny i nie odczuwać wstydu. Piękna myśl tylko, że jakby nieco oderwana od naszej współczesnej rzeczywistości?  Bo dziś przekraczanie norm społecznych czy niemoralne postępowanie spotyka się raczej z aprobatą zamiast z krytyką.

"Nie znam żadnego skurwysyna, który ma kłopot z patrzeniem sobie w oczy w lustrze". 

Ta gorzka refleksja aktora Jana Englerta na temat zaniku wstydu i moralności w dzisiejszym świecie,  zwraca też uwagę na to, że cyniczne i bezwzględne osoby, których ciągle nam przybywa często nie mają żadnych problemów ze spojrzeniem w lustro, ponieważ tak po prostu wyzbyły się autorefleksji lub stworzyły własny, wygodny system wartości. Oczywistym jest, że jak świat światem my ludzie nigdy nie byliśmy tylko dobrzy, zawsze grzeszyliśmy, robiliśmy złe rzeczy i nadal grzeszymy i będziemy... z tą różnicą, że kiedyś człowiek wstydził się gdy zrobił coś złego a dziś, gdy zrobi coś złego to się jeszcze chwali … i to bezkarnie na dodatek. 

niedziela, 12 lipca 2026

Starość dotyka nie tylko gwiazd...

W dzisiejszych czasach największą wadą młodości jest to, że nie toleruje starości, zapominając, że sama do niej dąży...
 Powszechne np, w telewizji jest zatrudnianie młodych prezenterek i dziennikarek, podczas gdy starsze kobiety /profesjonalistki z dużym dorobkiem warsztatowym/ są często usuwane z anteny lub zmuszane do retuszowania oznak starości. W filmach i serialach seniorzy obsadzani są głównie w rolach epizodycznych /jako schorowani, bezradni lub zagubieni/, rzadko ukazując ich pełne, aktywne życie i pasje itd, itp. Uważam, że takie podejście mediów do wieku wzmacnia negatywne postawy w społeczeństwie i współtworzy postępujący brak tolerancji dla starości. Od dłuższego czasu z dużym niesmakiem obserwuję z jak ogromną krytyką mierzą się dojrzałe wokalistki, takie jak np. Maryla Rodowicz, Beata Kozidrak, Shania Twain czy choćby Madonna. Krytyka ta często przekracza granice zwykłej oceny artystycznej i wchodzi w obszar ordynarnego hejtu. Komentatorzy, pseudo eksperci w ostrych by nie powiedzieć niewybrednych słowach opisują ich stroje, skupiają się na tym, czy coś im "wypada", czy nie, wypominają im, pesel, zwiotczałą skórę, nadwagę, nakazują zejść ze sceny itp. Używają obraźliwych słów pogłębiających ageizm, seksizm i — mówiąc wprost — będących wyrazem mizoginii. Patrząc na rzekomo "skandaliczne" występy dojrzałych artystek, zastanawiam się, czemu tyle samo negatywnych emocji nie wzbudzają dojrzali mężczyźni? Nadal im wolno więcej? Czy ktokolwiek skupia się na tym, że np. 79-letni Iggy Pop nadal występuje bez koszulki, wykonuje kontrowersyjne ruchy na scenie i jest tym samym szalonym rockmanem, co kilkadziesiąt lat temu? Nie. Najwyżej wzbudza to rozbawienie i pobłażliwe spojrzenie na "szalonego" artystę. Tymczasem paniom jak mantrę powtarza się tylko jedno: "Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść!"... Pomijając fakt, że te wszystkie wredne oceny kierowane pod adresem dojrzałych kobiet są pozbawione szacunku dla drugiego człowieka, w tym przypadku kobiety, są przejawem zwyczajnego grubiaństwa, chamstwa, prostactwa, braku taktu i podstawowej kultury osobistej u osób, które je wypowiadają.  Stawiam więc pytanie : "Czy mamy prawo do takich ocen?" Pojawia się też kolejne pytanie: kto o tym decyduje kiedy masz "zejść ze sceny"? To pytanie nie koniecznie dotyczy tylko gwiazd. Bowiem każdy człowiek na "scenie życia" gra swoją rolę... zatem to pytanie dotyczy każdego. Tymczasem ci wszyscy z bożej łaski obserwatorzy show-biznesu mianujący się samozwańczymi ekspertami jak gdyby nigdy nic, roszczą sobie prawa do oceny. Według której "babcia" nie może pokazywać się w takim stroju i to w scenicznym świetle jupiterów?! Pewnie w ogóle nie powinna się już pokazywać. Winna siedzieć w krypcie, przyzwyczajać się do ciemności i czekać... Czyż to nie jest obrzydliwe, sprowadzać do czegoś takiego wielki dorobek poszczególnych artystek? Nie cenić tego , że mimo upływu lat trwają i mają jeszcze coś do zaoferowania? Czyż to nie jest przejaw dyskryminacji ze względu na wiek? Żyjemy w czasach pełnej wolności i nikt nie zmusza nas do czegokolwiek wbrew naszej woli. Pilot jest po to, by zmienić kanał, bilet na  koncert też nie jest obowiązkowy. Chamem też się jest z wyboru. Tak sobie czasem myślę, że może gdyby obcowanie z wysoką kulturą i sztuką było bardziej powszechne to i szeroko pojęte społeczeństwo prezentowało by inny poziom ?  A może się mylę ???


sobota, 11 lipca 2026

Złowróżbne niebo ...


  Fot. własne

Dokąd zmierzamy ?


 TRAŹNIEJSZOŚĆ w której żyjemy, jest coraz trudniejsza. Nasze dziś różni się od tego, z czym mieliśmy do czynienia 20, 30 czy 40 lat temu. Odkąd pojawił się internet pojawił się niekontrolowany przepływ informacji w sieci, jedno z największych wyzwań współczesnego świata, prowadzące do epidemii fake newsów i polaryzacji społecznej. Brak kontroli i łatwość publikacji sprawiają, że fałszywe informacje rozprzestrzeniają się znacznie szybciej niż prawda. Bardzo też rozwinęły się media społecznościowe, na których wszelkie "prawdy objawione" rozchodzą się niczym "ciepłe bułeczki". Obserwujemy też upadek autorytetów, upowszechnia się dystans albo wręcz pogarda dla wiedzy i faktów, jak też brak szacunku dla prawdy, także tej historycznej, co gorsze  mitologizujemy ją coraz częściej. Krótko mówiąc, mamy idealne środowisko do ogłupiania ludzi i sprzedawania rozmaitych teorii spiskowych. Niekontrolowany zalew informacji sprawia, że ludzie coraz częściej nie są w stanie ocenić, co jest prawdą, a co fałszem. Do tego żyjemy w czasie ofensywy populizmu, głównie prawicowego. Populiści korzystają z różnych socjotechnik i jak widać celnie uznali, że eskalowanie negatywnych emocji to najkrótsza i najprostsza droga do zdobycia władzy i wygrywania wyborów. Fundamentem tego podejścia jest podział społeczeństwa na dwa antagonistyczne obozy: "lud, albo prawdziwi patrioci" oraz "skorumpowane elity". Populiści wykorzystują demokrację, żeby zamieszać ludziom w głowach, objąć władzę, a następnie tę demokrację bardzo brutalnie okaleczyć, tak żeby została z niej ewentualnie tylko fasada. Stosowane nagminnie wybijanie się na negatywnych emocjach – takich jak strach przed obcymi, niepewność ekonomiczna czy gniew – jest niezwykle skuteczne, ponieważ wywołuje silniejszą mobilizację społeczną niż komunikaty oparte na rzeczowej debacie. Przejmowanie kontroli nad państwem odbywa się zazwyczaj według określonego, powtarzalnego schematu. Pierwszy etap to polaryzacja narodu.. buduje się więc narrację o zagrożeniu i przedstawia siebie jako jedynego obrońcę/zbawiciela obywateli. Kolejny etap to legitymizacja: Wykorzystywanie demokratycznych procedur /wyborów/ do uzyskania mandatu do rządzenia. Na koniec etap demontażu, w którym mamy  stopniowe ograniczanie mechanizmów kontroli i równowagi władzy, takich jak niezależność sądownictwa, wolność mediów czy pluralizm instytucjonalny. W ten sposób oczywiście w pewnym skrócie, demokracja staje się systemem fasadowym, w którym formalne procedury /np. głosowanie/ nadal funkcjonują, ale kluczowe instytucje służą już interesom jednej partii... a nie ochronie praw mniejszości czy obywateli o odmiennych poglądach. Aktualnie obserwowany nasilający się populizm, nacjonalizm, ciągoty do faszyzowania wydają się być nie tylko naszym rodzimym problemem ale globalnym trendem. I szczerze... coraz bardziej mnie to niepokoi. Czy i kiedy przyjdzie OPAMIĘTANIE? A jeśli nie przyjdzie? To do czego to nas doprowadzi? Na te pytania nie potrafię odpowiedzieć... a może tylko boję się szukać odpowiedzi?

piątek, 10 lipca 2026

Pozostaje robić swoje...

Żyjemy obecnie w trudnych czasach, to jest fakt. Każdego dnia media osaczają nas coraz mniej strawnymi doniesieniami. Z wieloma niespodziankami i idiotyzmami przyjdzie nam się jeszcze zmierzyć. Wojny, kataklizmy, powodzie, pożary, huragany, susze. Polityczny bełkot itp., itd. Rodzi się więc pytanie co z tym wszystkim począć, jak żyć? Sensowna odpowiedź jest chyba taka, że dla ratowania  własnego zdrowia psychicznego, nie pozostaje nam nic innego jak zgodzić się na świat, w którym żyjemy, ze wszystkimi jego ograniczeniami dla nas. Musimy go zaakceptować z całym dobrem, ale i z całym złem. Nie dostosujemy świata do siebie, do naszej woli, nie nagniemy go. A skoro tak to jeśli napotkamy sytuacje, z którymi nie umiemy sobie poradzić, wtedy trzeba się z nimi rozsądnie pogodzić. Bo nie przeskoczymy siebie, nie nauczymy wszystkich nierozumnych, nie wyleczymy wszystkich chorych, nie "podkujemy wszystkich koni". Lepiej skupiać energię na działaniach, które przynoszą realną zmianę w naszym mikrootoczeniu /np. praca, pomoc sąsiedzka, pasje/, zamiast zamartwiać się np. wielką polityką. Taka postawa rozumnego oswajania trudnych rzeczy zapewnia nam więcej spokoju, pozwala nakreślić własne priorytety, daje siły do konfrontacji z trudną rzeczywistością. Po prostu RÓBMY SWOJE...czyli to na co mamy wpływ, w zakresie jaki jest nam dany. 

 

środa, 8 lipca 2026

CODERUS - KTO ZOSTAJE, GDY GAŚNIE ŚWIAT?


 "Gdy ci pęka grunt pod nogą, patrzysz kto zostaje z tobą, a kto nie..."

👉Człowieka poznajesz po tym, co robi — nie po tym, co mówi...

Jak mawia znane przysłowie: "czyny mówią głośniej niż słowa"... To prawda! Niestety słowa są często tylko obietnicami rzucanymi na wiatr, a dopiero konkretne czyny i postawy pokazują prawdziwy charakter otaczających nas ludzi. By się o tym przekonać, by to zrozumieć trzeba było przeżyć w swoim życiu nie jeden zawód, przełknąć nie jedno paskudne rozczarowanie...

poniedziałek, 6 lipca 2026

CODERUS — AUTOBUS ŻYCIA


  Powyższa piosenka mocno zapadła w mą duszę ... porusza jakże mi znaną tematykę życiowych doświadczeń i budowania tożsamości poprzez trudne relacje. Jej tekst mówi, że zarówno osoby zranione, jak i te, które nas skrzywdziły, przyczyniają się do naszego rozwoju, ucząc nas ostrożności oraz otwierając oczy na rzeczywistość. Piosenka w dobitny sposób pokazuje, że bolesne momenty, w których tracimy złudzenia, pozbywamy się naiwności, paradoksalnie stają się fundamentem naszej wewnętrznej siły i mądrości. Bo o sile charakteru nie stanowią wiedza teoretyczna czy błędy, lecz ludzie spotkani na życiowej drodze. Ta metaforyczna podróż "autobusem" podkreśla, że celem jest bycie prawdziwym, a nie nieskazitelnym...a bycie prawdziwym kształtują tak trudne doświadczenia jak i towarzyszące nam w tej podróży osoby...

sobota, 4 lipca 2026

Trudno jest być sobą...



Bycie sobą nie ułatwia życia, bywa trudne, ponieważ często wymaga od nas konfrontacji z oczekiwaniami otoczenia, z lękiem przed odrzuceniem oraz presją społeczną. Tak, bycie sobą jest trudne, ponieważ wymaga przeciwstawienia się naszej wrodzonej potrzebie przynależności społecznej. Dlatego wiele osób zamiast realizować własne wartości, często wybiera bezpieczne dopasowywanie się, woli w obawie przed krytyką zakładać "maski" niż ryzykować bycie w pełni sobą, woli ukrywać swoje prawdziwe "ja", doginać się na wszelkie sposoby aby zyskać akceptację, mimo iż z czasem może to prowadzić do frustracji czy zagubienia. Dla innych noszenie masek jest metodą na życie,sposobem  na osiąganie własnych celów. Jedno jest pewne, z czasem ukrywający się za maską człowiek coraz bardziej gubi siebie. Zatem warto zadać sobie fundamentalne i bardzo wyzwalające pytanie, które brzmi- "co mi po przynalężności do grona ludzi którzy nie są sobą i przy których ja też nie mogę być sobą? " Odpowiedź brzmi: nic. Trwanie w relacjach, w których nie możemy być w pełni sobą, drenuje naszą energię psychiczną, frustruje, funduje nam chroniczny stres i oddala nas od autentycznego życia. Takie bycie w grupie tylko dla samej przynależności rzadko przynosi długoterminowe szczęście. Zdecydowanie cenniejsze jest budowanie relacji opartych na szczerości, nawet jeśli oznacza to znacznie węższe grono znajomych. Niestety świat wokół ciągle przyspiesza, nic dziwnego, że w tym pędzie łatwo stracić kontakt z własnym "ja" i poddać się presji ciągłego dostosowywania się. By nie zagubić się w tym zewnętrznym haosie potrzebujemy własnej "kotwicy albo kompasu" inaczej wartości, które pozostają niezmienne, niezależnie od tych zewnętrznych zmian. I tu wracamy do punktu wyjścia czyli do bycia sobą. Bo gdy człowiek jest naprawdę sobą nie ma się do czego dostosowywać. Świat może obracać się jak chce. Punkt stały zostaje punktem stałym. Kiedy żyjemy w zgodzie ze sobą, wszelkie zewnętrzne zmiany czy presja otoczenia tracą nad nami władzę. Ta nasza wewnętrzna spójność staje się naszą kotwicą i kompasem, naszą bezpieczną przystanią, niezależnie od tego, co dzieje się dookoła...

piątek, 3 lipca 2026

Jak skutecznie się unieszczęśliwiać...

 

Chcesz być nieszczęśliwa? Proszę bardzo. Oto kilka sugestii... Nie odbieraj telefonów od rodziny, przyjaciół, nie odpisuj znajomym, odwołuj spotkania w ostatniej chwili. Najlepiej od razu zacznij się izolować. Pracuj coraz dłużej, kupuj coraz więcej i zupełnie nie szanuj swojego czasu, siebie i swojego zdrowia. Nigdy nie korzystaj z rozwiązań, które mogłyby ułatwić ci życie i pozwolić na chwilę wytchnienia. Nigdy nie wychodź ze swojej strefy komfortu. Zamawiaj zawsze to samo danie, ciągle pierz , sprzątaj, omijaj nowe miejsca, nie ucz się niczego nowego i odrzucaj każdą propozycję, która wywołuje w tobie choć odrobinę niepewności. 

Pamiętaj!

Im bardziej przewidywalne będzie twoje życie, tym masz większą szansę, że po latach wszystkie wspomnienia zleją ci się w jedną nudną i płaską całość... i w pełni zasadnie będziesz mogła czuć się nieszczęśliwą.

Wiele osób myśli, że nieszczęśliwe życie po prostu się przydarza, że winne jest jakieś fatum, klątwa, zrządzenie losu, albo że Bóg tak chciał. Bo łatwiej jest zrzucić winę na los czy siły wyższe, niż wziąć pełną odpowiedzialność za własne wybory.  Bo trudniej jest przyjąć, że na jakość naszego życia składają się konkretne, codzienne nasze nawyki i decyzje, a nie przeznaczenie.

Ps.

Wiem, wiem... już słyszę te głosy, które kwitują ten post krótkim " TO NIE TAKIE PROSTE" i tym samym sugerują, że nie bardzo wiem o czym piszę albo, że nie mam pojęcia o prawdziwym życiu. Otóż mam świadomość tego, że w życiu dotyka nas np. śmierć biskich, zagrożenie własnego życia, poważne choroba i wiele innych traumatycznych przeżyć i, że przeżycie takich trudnych chwil nie jest proste, to często jest długi proces, który wymaga czasu a czasem i wsparcia. Jednak z własnego doświadczenia wiem, że jeśli "to coś" nie powaliło mnie trupem to oznacza, że nie mam wyjścia, muszę to jakoś przeżyć. I właśnie od tego jak to zrobię dużo zależy. Podejście do trudnych wydarzeń ma fundamentalne znaczenie. Bo choć jak wszyscy nie mam wpływu na to, co mnie spotyka, to perspektywa, jaką przyjmuję, decyduje o tym, czy i jak poradzę sobie z traumą, czy uda mi się odzyskać poczucie kontroli nad własnym życiem...

czwartek, 2 lipca 2026

Baletnica wagi ciężkiej...

 


Mamy lato, a ono zmusza nas do odsłonięcia ciała czasem nawet do wbicia się w krótkie spodenki lub kostium kąpielowy i …  wpadamy w kompleksy. Bo to i pelikany i jakiś cellulit, fałdki, wałek na brzuchu... a kiecka czy bikini już nie leżą na nas tak jak kiedyś /- czyży się skurczyły?/. A w mediach wprost bombardują nas obrazami fit sylwetek, my zaś z wyrzutami sumienia spoglądamy na kolejną porcję lodów czy serniczka. Tymczasem w Afryce żyje sobie zwierz, który z otyłości uczynił sztukę, z niezgrabności uczynił broń, a dbanie o skórę wzniósł na poziom, o którym koncerny farmaceutyczne mogą sobie tylko pomarzyć. Mowa o uroczych hipciach...ale jeśli ktoś myśli, że hipcio to tylko taka duża, wesoła świnka rzeczna, która lubi taplać się w błocie i porusza uszami jak w kreskówkach Disneya, to bardzo się myli. Hipopotam to czołg w skórze parówki, wegańska maszyna do zabijania, ukryta pod świetnie nawilżoną warstwą skóry, a jego drzewo genealogiczne kryje skandal, przy którym fabuła "Mody na sukces" to zaledwie niewinna bajeczka. Cóż, w brutalnym świecie przyrody- powiedzmy to jasno- nie ma miejsca na fałszywą skromność. Zatem, hipopotam nie sili się na bycie pięknym, modnym czy sympatycznym — on po prostu jest. Może więc, zanim zaczniemy wstydzić się własnych krągłości, zamiast krytycznie mierzyć się spojrzeniem w łazienkowym lustrze, każdej wystawowej szybie, warto spojrzeć w stronę Nilu. Tam w słońcu błyszczy skóra istoty, która nie zna kompleksów i nie czyta poradników motywacyjnych. Hipopotam wie, że by przetrwać, wystarczy być sobą — choćby tym sobą ważącym trzy tony i rozrzucającym błoto w rytmie walca. Hipopotam uczy pokory wobec natury, ironicznego dystansu wobec jej kaprysów i bezwstydnej dumy z własnych niedoskonałości. W końcu "balet życia" nie zawsze odbywa się na scenie — czasem tańczy się go po pas w błocie, w rytmie rzeki, z twarzą pokrytą filtrem z czerwonego potu i sercem spokojnym jak tafla  jeziora...

środa, 1 lipca 2026

Dzień Psa !

 


Z okazji Dnia Psa życzę mojej Kosmitce żeby miała zawsze siłę do biegania i mnóstwo pysznych smakołyków do chrupania! .. Sto psich lat mała ! 😍 


Obserwuj postawę, gesty i mimikę bo to one zdradzają ludzi szybciej niż słowa...

 


Obcując z ludźmi, wchodząc z nimi w relacje czy interakcje wiele się nauczyłam. W efekcie... od dawna już mniej wierzę słowom, które słyszę a bardziej wierzę emocjom czyli temu co czuję, co widzę w oczach drugiego człowieka, co słyszę w tonie jego głosu, co dostrzegam w jego postawie czy zachowaniu – bo słowa stanowią tylko ułamek tego, co dany człowiek przekazuje ... Słowa są tym co może on najłatwiej kontrolować, sfałszować i zaplanować. Natomiast towarzyszące wypowiadanym słowom mikroekspresje, ekspresja mimiczna, ton, barwa głosu - są trudne do wyreżyserownia i nie kłamią. Obserwacja mowy ciała osobnika plus nasze wewnętrzne "przeczucie" /tzw. intuicja, której nie zawsze słuchamy/ najszybciej ujawniają nam prawdziwe intencje drugiego człowieka. Pozwalają odróżniać coś co jest sztuczne, co jest tylko kreacją, od tego co jest prawdziwe. Tak już jesteśmy skonstruowani, że kiedy  np. kłamiemy lub ukrywamy emocje, nasze "ciało przecieka". Słowa mogą mówić np. "nic się nie stało", ale napięte mięśnie szczęki, unikanie wzroku lub wymuszony uśmiech natychmiast zdradzają fałsz... 

Dwa monologi nie czynią dialogu... - Jeff Daly

  Uczy się nas, że trzeba rozmawiać ... owszem, ale to niestety nie jest antidotum na wszystko.  Rozmowa nie jest cudownym lekiem na każdą s...