środa, 16 września 2026

Życie też ma swoją cenę...

 

Podobnie jak wielu innych ludzi, kiedy patrzę wstecz z perspektywy minionego życia, widzę rzeczy, które z dzisiejszą mądrością rozegrałabym zupełnie inaczej...ale czasu nie cofnę. Mogę jedynie podzielić się kilkoma odebranymi od życia lekcjami, za które zapłaciłam najwyższą walutą – czasem. Bo w życiu wszystko ma swoją cenę każdy cel, wybór i krok wiąże się z określonym kosztem, którym często jest czas, energia, wysiłek lub rezygnacja z innych możliwości... i musimy jedynie rozważyć, czy chcemy tą cenę zapłacić.

Kiedy człowiek ma 20 lub 30 lat, wydaje mu się, że ma nieskończenie wiele czasu. Odkłada więc wiele spraw "na potem" bo przecież jeszcze zdąży. Tymczasem któregoś pięknego dnia budzi się i jak każdego poranka spogląda w lustro nad umywalką i... nie poznaje swego odbicia. Siwe włosy, zmarszczki, wory, sińce pod oczami... Jak to możliwe, kiedy to się stało? Człowiek ma wrażenie, że tylko na chwilę zamknął oczy a gdy je otworzył jakimś magicznym zrządzeniem losu znalazł się w innej rzeczywistości. Mając 20 lat, wydaje się, że życie trwa wiecznie. Dzisiaj wiem, że czas płynie nieliniowo,/ lata mijają jak minuty/ i jakby tego było mało na koniec czas jakby jeszcze bardziej przyspiesza. Zatem, odkładanie życia na później jest bezsensownym posunięciem. Wiem bo sama zbyt długo odkładałam rzeczy na "lepszy moment". Tyle, że ten "lepszy" albo nigdy nie przyszedł, albo sprawa się zdezaktualizowała. Niestety lepszy moment jest zawsze teraz, bo jutro to tylko obietnica, której nikt nam nie podpisał. Innymi słowy obietnica bez gwarancji. A później na łożu śmierci...jestem pewna, że nikt nie żałuje, że np. za mało pracował. Owszem praca jest ważna, ale to tylko narzędzie. Wielu z nas zbyt wiele energii marnuje na stres zawodowy, pogoń za statusem czy na gromadzenie rzeczy. Podczas gdy prawdziwą walutą życia są przeżycia i chwile spokoju, a nie stan konta, czy ilość posiadanych dóbr. Większość życia przejmujemy się też opinią sąsiadów, rodziny czy znajomych z pracy. No bo - "co ludzie powiedzą?"- tak nas wychowano. Tyle, że inni ludzie jak się okazuje wcale nie myślą o nas tak dużo, jak nam się wydaje. Prawda jest taka, że każdy jest zajęty własnym życiem, swoimi problemami i... naprawdę szkoda czasu na życie pod dyktando cudzych oczekiwań. Z wiekiem wyraźniej dostrzegamy też jak ważne w życiu są relacje. W młodości nie przykładaliśmy do nich większej wagi, bo brak czasu, dzieci, inne priorytety. I tak zniknęły koleżeństwa, stare przyjaźnie, straciliśmy naszych znajomych z oczu. Odnowienie starych czy nawiązanie nowych znajomości w "jesieni życia" już nie jest takie proste i oczywiste jak kiedyś. Do tego odkrywasz, że dzieci żyją swoim życiem, są na innym jego etapie więc nie rozumieją ciebie i twoich aktualnych potrzeb. I wtedy pojawia się jeśli nie samotność to nie mniej paskudne poczucie osamotnienia. Cóż relacje wymagają pielęgnacji. Nie bez kozery mówi się: "zastanów się czy chcesz mieć rację czy relację?"...dlatego czasem trzeba dumę schować do kieszeni, bo dobre relacje nie dzieją się same. Bowiem często tracimy też kontakt z ludźmi przez głupią dumę, brak telefonu na czas czy nieumiejętność powiedzenia "przepraszam". I dopiero z perspektywy czasu widzimy, że racja była mniej ważna niż ta druga osoba. Podobnie rzecz ma się ze zdrowiem. Zdrowie to nie prezent na zawsze, to kapitał. Kiedy jesteśmy młodzi, ciało wybacza wszystko. Potem zaczyna wystawiać rachunki. A bez zdrowia nawet najpiękniejsze emeryckie plany stają się niemożliwe do zrealizowania. A na koniec chcę powiedzieć o najważniejszej relacji... o tej z samym sobą. Przez dekady uczyłam się, jak być dobrą dla innych, zapominając o sobie. Późno zrozumiałam, że polubienie samej siebie, wybaczenie sobie własnych błędów, zaopiekowanie się sobą i bycie dla siebie łagodną to klucz do wewnętrznego spokoju...


14 komentarzy:

  1. Trudno dyskutować z tym, ci oczywiste a do czego dochodzimy zazwyczaj zbyt późno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam nadzieję, że nie dla wszystkich jest zbyt późno ...

      Usuń
  2. Najbardziej trafiło do mnie zdanie o tym, że „lepszy moment” często okazuje się tylko wygodnym sposobem na odkładanie życia. Człowiek rzeczywiście potrafi miesiącami czekać, aż będzie więcej czasu, pieniędzy albo spokoju, a potem nagle się okazuje, że minęło kilka lat. I chyba szczególnie z relacjami warto uważać, bo telefonu czy spotkania nie zawsze można już dokonać „później”. Czasami lepiej zrobić coś teraz, nawet jeśli nie jest idealnie, niż czekać na moment, który może nigdy nie nadejść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, co ma dla nas największe znaczenie, powinno być naszym priorytetem dzisiaj, a nie planem na bliżej nieokreśloną przyszłość. Często odkładamy ważne relacje, pasje czy rozmowy na później, wierząc, że czas jest rzeczą oczywistą. W rzeczywistości jednak "potem" może nigdy nie nadejść, a chwile, które ignorujemy teraz, okazują się niemożliwe do odzyskania...

      Usuń
  3. Bardzo mądry wpis. To prawda, że wszystko odkładamy na później, a potem żałujemy tego, czego nie udało się zrobić. Relacje są bardzo ważne w życiu ale czasem też jest tak, że skoro coś się rozpada to znaczy, że nie do końca nam było po drodze, a może to była tylko lekcja do odrobienia... Ja tak na to patrzę, miałam mnóstwo relacji, które nie przetrwały, ale teraz gdy lepiej znam siebie, coraz lepiej rozumiem czemu tak się stało...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście masz rację, że w wielu przypadkach to po prostu naturalny proces weryfikacji, który robi przestrzeń na to, co jest nam naprawdę pisane.

      Usuń
  4. To prawda. Ja się bardzo cieszę, że zrozumiałam to już jakiś czas temu i przez czuję się bardzo dobrze i mam wrażenie, jakbym nagle zaczęła inaczej oddychać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uczucie "innego oddychania", o którym piszesz, jest bardzo prawdziwe...bo taki stan dobrostanu i zgody na siebie uwalnia nas od wielu dodajmy wieloletnich napięć . A gdy znika napięcie można spokojnie i głęboko oddychać ...

      Usuń
  5. Bardzo interesujący post, mam różne przemyślenia na temat, z jednym się podzielę;) Otóż są rzeczy, sprawy, których nie odłożyłam na później, tylko za wcześnie mi się przytrafiły; kiedy nie dorosłam, by się nimi zająć, bo nie miałam ani odpowiednich umiejętności (a przynajmniej tak mi się wydawało), ani świadomości, że to jest to.
    I tak, żałuję bardzo, ale co począć.
    Pozdrawiam z Wrocławia:)

    OdpowiedzUsuń
  6. To, co opisujesz, wydaje się być poczuciem utraconej szansy z powodu braku gotowości – emocjonalnej, życiowej czy intelektualnej. To naturalne, że czujesz żal. Z perspektywy czasu, doświadczenia i dojrzałości życiowej jaką do teraz osiągnęliśmy łatwo jest oceniać siebie surowo, gdyż zapominamy, kim byliśmy wtedy, gdy te sprawy się działy. A więc postaraj się o więcej zrozumienia dla samej siebie. przecież nie mogłaś podjąć innej decyzji z wiedzą i świadomością, którą miałaś wtedy. Ocenianie tamtych wydarzeń z pozycji dzisiejszej mądrości jest niesprawiedliwe wobec Twojej młodszej wersji. Mam nadzieję , że ze swojej dawnej życiowej lekcji wyciągnęłaś wnioski ... a na dziś -szkoda czasu na "próżny żal" , pora zamknąć przeszłość z szacunkiem i cieszyć się tym co jest . Pozdrawiam :)
    Ps.
    Wrocław to miasto, które kocham, do którego mam wielki sentyment i zawsze z wielką radością odwiedzam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, stara jestem i tę mądrość już posiadłam 😁 tylko czasem człowiek sobie myśli, jaka szkoda. Generalnie uważam, że jest tak, jak miało być, bo gdyby miało być inaczej, toby było. I nie bardzo wierzę w przypadki. Temat rzeka i sporny, tutaj każdy ma prawo do własnego zdania, mamy wszak własne doswiadczenia:)

      Wrocław jest piękny, ale ja w duszy wciąż jestem krakowianką, co nie znaczy, że nie doceniam, owszem.

      Usuń
    2. Osobiście uważam, że to, czy nasz los jest dziełem przypadku, czy nas samych, zależy od perspektywy, przez którą na to spojrzymy. Owszem przypadki "chodzą po ludziach", ale to nasze decyzje, nawyki i reakcje na te zdarzenia kształtują ostateczny los. Jak mawiał psychoterapeuta Albert Ellis: " Najlepsze lata twojego życia to te, w których decydujesz, że twoje problemy są twoimi własnymi. Nie obwiniasz za nie matki, ekologii ani prezydenta. Zdajesz sobie sprawę, że sam kontrolujesz swój los". Pozdrawiam :)

      Usuń
  7. Z wiekiem chyba coraz bardziej rozumiemy, że najcenniejsze rzeczy wcale nie są materialne – to czas, zdrowie, bliskość, relacje, spokój i świadomość, że żyjemy po swojemu, a nie według oczekiwań innych. I chyba równie ważne jest to, o czym piszesz na końcu – żeby nauczyć się być dobrą także dla samej siebie.

    Dziękuję za ten tekst. Jest w nim dużo mądrości, ale przede wszystkim szczerości. Zostaje w głowie i skłania do zatrzymania się na chwilę i zadania sobie pytania: na co ja jeszcze czekam? ❤️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ten tekst przyniósł Ci przestrzeń do zatrzymania się. Cóż, zmiana, nawet na lepsze, zawsze niesie za sobą niepewność, której nasz mózg naturalnie unika...dlatego na pytanie "na co ja jeszcze czekam?" i może "czego się boję ?" - musisz odpowiedzieć sobie sama . Powodzenia . Mam nadzieję, że nie jesteś tu "po raz pierwszy i ostatni zarazem ". :) Miłego dnia. ❤️

      Usuń

Nóż, siekiera, bomba własnej roboty...

 Coraz częściej pojawiające się nagłówki w mediach, opisujące niebezpieczne zachowania młodych ludzi budzą niepokój i pytania o przyszłość. ...