Coraz częściej pojawiające się nagłówki w mediach, opisujące niebezpieczne zachowania młodych ludzi budzą niepokój i pytania o przyszłość. Temat agresji, fascynacji niebezpiecznymi narzędziami i destrukcyjnych zachowań wśród młodzieży w ostatnich dniach kolejny raz zelektryzował Polaków i wzbudził ogromne emocje społeczne. Obserwowany w ostatnich latach wzrost polaryzacji, radykalizacji oraz agresji w społeczeństwie coraz wyraźniej i brutalniej odbija się na dzieciach i młodzieży. Aktualnie dorośli udają zszokowanych eskalującymi ekscesami dzieciaków i przerzucają winę za ten stan rzeczy, niczym gorący kartofel w różnych kierunkach, byle tylko dalej od siebie. A przecież to dorośli tworzą ramy i dają przykład. Jako stary pedagog pozwolę sobie głośno powiedzieć: dzieci nie żyją w próżni – są uważnymi obserwatorami świata dorosłych, od których przejmują wzorce zachowań, język oraz sposoby radzenia sobie z konfliktami. Skoro dorośli czy to w domu czy w przestrzeni publicznej rozwiązują spory poprzez krzyk, chamskie inwektywy, obrażanie i dehumanizację przeciwnika, dzieci naturalnie chłoną od dorosłych i przenoszą te "metody" na swój grunt. Znęcanie się, wykluczenie rówieśnicze czy agresja fizyczna i słowna stają się coraz bardziej bezwzględne. Często motywem ataków staje się odmienność – czy to pod względem statusu materialnego, wyglądu, poglądów, czy pochodzenia. Skąd to się bierze? Dorośli wydają się zapominać, że dzieci są ich lustrem. Metafora dziecka jako lustra idealnie oddaje mechanizm, który w psychologi nazywa się modelowaniem lub uczeniem społecznym. Dzieci znacznie rzadziej słuchają tego, co dorośli mówią, a znacznie uważniej obserwują to, co dorośli robią. A więc uczą się postaw i zachowań od dorosłych. Kiedy w świecie dorosłych normą staje się język pełen pogardy, brak szacunku i tolerancji dla odmiennych poglądów oraz agresywne reagowanie na frustrację, dzieci odbijają te zachowania w skali 1:1, często w jeszcze bardziej przerysowanej formie. Zapominanie o tej odpowiedzialności to jeden z największych grzechów współczesnego świata dorosłych. Wymagamy od dzieci empatii, spokoju i tolerancji, sami oferując im w przestrzeni publicznej i prywatnej spektakl ciągłej walki i polaryzacji. Do tego młodzi ludzie spędzają ogromną część życia w słabo lub wcale nie kontrolowanej przez dorosłych przestrzeni cyfrowej, gdzie algorytmy mediów społecznościowych /zaprojektowane przez dorosłych/ często premiują skrajne, kontrowersyjne treści, ponieważ polaryzacja generuje większe zyski, gdzie język debaty publicznej pełen pogardy i agresji stał się normą. Gdzie cyberbullying, kultura "cancelowania" czy memy podszyte nienawiścią normalizują agresję w codziennej komunikacji rówieśniczej/wystarczy tylko posłuchać choćby na ulicy jak młodzi ludzie ze sobą rozmawiają by unaocznić sobie jak zmieniła się forma komunikacji/. Tu dodać należy, że współczesne dzieci i młodzież mierzą się z ogromnym kryzysem odporności psychicznej. Badania i statystyki z ostatnich lat wyraźnie pokazują, że młodzi ludzie są dziś bardziej podatni na stres, stany lękowe oraz depresję niż poprzednie pokolenia. Nie muszę chyba mówić, że ci młodzi ludzie szukając tożsamości i poczucia przynależności w cyberprzestrzeni są łatwym łupem, są podatni i łatwo ulegają internetowej manipulacji oraz skrajnym narracjom /zarówno politycznym, światopoglądowym, jak i społecznym/. Dodać też należy, że świat dorosłych często nie nadąża z zapewnieniem dzieciom odpowiedniego wsparcia emocjonalnego. A poczucie osamotnienia, lęku o przyszłość czy zagubienia w sieci sprawia, że młodzi ludzie są jeszcze bardziej podatni na radykalne ideologie, które oferują proste odpowiedzi i poczucie przynależności. Tak więc odpowiedzialność świata dorosłych za radykalizację i agresję młodego pokolenia jest niezaprzeczalna. Jednak uczciwie muszę dodać, że całe zjawisko jest oczywiście nieco bardziej złożone /przypomina trochę system naczyń połaczonych/, gdyż na zachowanie dzieci wpływają także procesy rówieśnicze /presja grupy/ oraz czynniki biologiczne i rozwojowe /naturalna dla wieku nastoletniego potrzeba buntu i poszukiwania skrajności/. W dzisiejszym wpisie mówię głównie o odpowiedzialności świata dorosłych za radykalizację i agresję młodych ludzi gdyż to właśnie świat dorosłych tworzy architekturę społeczną, emocjonalną i cyfrową, w której dorastają młodzi ludzie, a zrzucanie winy wyłącznie na "trudną młodzież", "złe towarzystwo syna lub córki" jest często ucieczką od odpowiedzialności. Młodzi ludzie rzadko radykalizują się w próżni – ich agresja i radykalizm bywają lustrem, w którym odbijają się zaniedbania, lęki i zachowania dorosłych. Czas przestać umywać ręce, zmienić podejście do problemu, zająć się nim na poważnie i zacząć wreszcie konstruktywnie przeciwdziałać.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Nóż, siekiera, bomba własnej roboty...
Coraz częściej pojawiające się nagłówki w mediach, opisujące niebezpieczne zachowania młodych ludzi budzą niepokój i pytania o przyszłość. ...
-
Czyli z "urodzinowego balonu" nagle uchodzi powietrze, płyta zatrzymuje się z głośnym zgrzytem, a ty "spadasz z wysokości...
-
Nawet gdy nic nie robię i czuję, że utknęłam w miejscu, to czas nie zatrzymuje się ani na chwilę. Życie czy tego chcę czy nie i tak dzieje...
-
Z wiekiem człowiek ma skłonność do podsumowań i wniosków, które nie zawsze są takie "fajne" choćby z tego powodu, że już nauczył...
Tak, to prawda co napisałaś, łatwiej jest nam szukać winy na zewnątrz i na inne osoby niż spojrzeć krytycznie na siebie i zapytać się ile uwagi poświęcam swojemu dziecku...czy w ogóle ją poświęcam...
OdpowiedzUsuńEch trudny, złożony temat.
Pozdrawiam mimo wszystko ciepło
Masz rację, temat jest trudny i złożony ale jeśli nie będziemy nic robić, będzie coraz częściej wracał jak bumerang ... Pozdrawiam.
UsuńWszystko zaczyna się w domu, a potem, gdy dziecko trafi na jakiś niebezpieczny grunt, łatwiej w to wchodzi, bo ma już jakieś wyobrażenie wyniesione z domu rodzinnego, od bliskich. Oczywiście, to bardziej skomplikowane, bo mimo wszystko, nie każde dziecko w takiej sytuacji w to zło i zepsucie wsiąknie, jednak od czegoś trzeba zacząć...
OdpowiedzUsuństabilny, pełen miłości dom rodzinny jest najlepszą tarczą ochronną dla dziecka wchodzącego w świat. Dziecko, które od małego uczy się szacunku i empatii, potrafi intuicyjnie odróżnić dobro od zła. Wyniesiony z domu "szkielet" moralny i emocjonalny pomaga mu uchronić się przed bezrefleksyjnym naśladowaniem złych wzorców np. swoich rówieśników. Dziecko kochane i szanowane w domu nie musi szukać akceptacji na siłę w toksycznych grupach rówieśniczych. Zna swoją wartość, dzięki czemu łatwiej mu powiedzieć "nie" w obliczu presji otoczenia. Miłość i wsparcie rodziców budują w dziecku przekonanie, że porażka czy trudna sytuacja nie definiują go na zawsze a więc lepiej radzi sobie z trudnymi sytuacjami. Kiedy dziecko wie, że w domu czeka na nie akceptacja i brak potępienia, nie będzie ukrywać swoich problemów. Oczywiście nie chcę przez to powiedzieć , że taki dzieciak jest "kuloodporny". Nie jest. Spotkanie ze złem czy niesprawiedliwością zawsze będzie dla niego trudne i bolesne. Chodzi o to, że dziecko z "dobrą bazą" ma narzędzia, by te trudności przetworzyć, wyciągnąć wnioski i nie dać się zepsuć...
UsuńZamiast wzajemnego obwiniania potrzebujemy więcej empatii, rozmowy, wsparcia i przede wszystkim dobrego przykładu. Bo każde dziecko zasługuje na to, by dorastać w świecie, w którym szacunek i życzliwość są normą, a nie wyjątkiem.
OdpowiedzUsuń