Uczy się nas, że trzeba rozmawiać ... owszem, ale to niestety nie jest antidotum na wszystko. Rozmowa nie jest cudownym lekiem na każdą sytuację i czasem po prostu nie wystarcza. Nie jest także uniwersalnym środkiem na każdy problem, ponieważ do porozumienia potrzebne są chęci, dojrzałość i gotowość obu stron. A z tym zwykle bywa różnie. Osobiście jestem na etapie stawiania granic a więc zamiast tłumaczyć się po raz kolejny kończę dyskusję. Odpuszczam bo na dzień dzisiejszy już wiem, że nie każdy musi mnie rozumieć, nie każdą relację da się uratować, nie każda znajomość musi przetrwać za wszelką cenę i nie każdego trzeba do siebie przekonywać - bo i po co ? No chyba, że lubimy się umartwiać. Rozmowy mają sens tylko wtedy, gdy obie strony naprawdę chcą się usłyszeć, a nie tylko udowodnić swoje racje. Dlatego warto rozmawiać, gdy druga strona szanuje nasze granice i dąży do porozumienia, ale należy powiedzieć zdecydowanie "nie", jeśli rozmowa staje się formą przemocy, manipulacji, naruszenia naszych granic czy spokoju. Podsumowując: myślę, że iluzją jest wiara, iż rozmową da się zlikwidować każdy konflikt. Niestety czasami jedynym zdrowym krokiem jest asertywne - "nie mam nic więcej do powiedzenia" i zdecydowane odcięcie się...

Oj tak. Ja już jestem w tym miejscu, że z niektórymi osobami kończę dyskusję, bo wiem, że dalsza rozmowa nie ma sensu, a mnie jest szkoda mojego czasu i energii.
OdpowiedzUsuńBardzo celne jest to spojrzenie na różnicę między mówieniem a rzeczywistym słuchaniem. Można przecież długo rozmawiać, a mimo to wcale się ze sobą nie komunikować, jeśli każda osoba tylko czeka na swoją kolej, żeby przedstawić własne racje. Wydaje mi się, że prawdziwy dialog zaczyna się dopiero wtedy, gdy jesteśmy gotowi choć na chwilę wyjść poza własny punkt widzenia.
OdpowiedzUsuń