niedziela, 19 lipca 2026

Święty spokój ...to coś co lubię

"Człowiek dojrzały widzi, rozumie, pamięta. Ale nie rozpamiętuje". Ta piękna i głęboka definicja dojrzałości emocjonalnej przywołana przez psycholożkę K. Miller, stała się myślą przewodnią mojego dzisiejszego postu, w którym zastanawiam się nad tym co zyskałam a co straciłam z wiekiem. Cóż, dojrzały emocjonalnie człowiek nie mitologizuje życia, dostrzega fakty i rzeczywistość taką, jaka jest. Zachowuje spokój i wyciąga wnioski z przeszłości bez zatruwania swojej teraźniejszości ciągłym wracaniem do bolesnych czy negatywnych wspomnień...co  pozwala mu iść do przodu. Osiągnięcie takiego stanu dojrzałości wprawdzie zajęło mi trochę czasu ale w konsekwencji było dla mnie bardzo uwalniające. Punktem wyjścia było zrozumienie, że istota życia polega na tym, że zawsze gdy mija jakiś jego etap to coś się traci, a coś zyskuje, kogoś się wita, ale i kogoś żegna. Z jednej strony np. jest żal, że młodość i uroda "przeminęły z wiatrem", ale w miejsce powierzchownej urody, talii osy jak też młodzieńczej naiwności i głupoty zyskuje się do dyspozycji inne powiedziałabym głębsze wartości jak; piękno wewnętrzne, siłę, hart ducha, mądrość, doświadczenie czy większy dystans do wszystkiego. Z wiekiem nauczyłam się niczego nie rozpamiętywać, a jednocześnie od czasu do czasu z jakąś taką satysfakcją lubię popatrzeć do tyłu, docenić ile już przeżyłam, ile rzeczy się stało i jakie to wszystko było bogate. Nie jeden raz w życiu wydawało mi się, że kiedy coś tam się skończy, to chyba nie dam rady, zapłaczę się. Okazało się, że dałam radę, żyję. Dobrze, że umiałam zapłakać, bo dzięki temu coś przeżyłam. Bo jeśli na czymś nam zależy, to przecież nie potrafimy bagatelizować tego, że to mija, że się rozpada. Dzisiaj wiem, że choć dużo mnie to kosztowało, to paradoksalnie też bardzo mnie wzbogaciło, zbudowało. A ludzie...cóż odchodzą i będą od nas odchodzić, ale jako że "życie nie znosi próżni" to w ich miejsce pojawią się następni - oczywiście jeśli my im pozwolimy wejść do swojego życia. Z perspektywy czasu wiem, że warto inwestować w relacje i warto mieć znajomych i to w bardzo różnym wieku, i nie mówię tu o wnukach. Z wiekiem nauczyłam się też, by nie oczekiwać za dużo, a zwłaszcza tego, że cokolwiek dane jest na zawsze. Przeszło mi też oczekiwanie na życiowe fajerwerki, za to teraz bardziej cieszy mnie prawdziwe życie, które składa się głównie z codzienności, małych gestów i rutyny. Pamiętam też, że w młodości przejmowałam się tyloma rzeczami. Teraz jako dojrzała kobieta poddałam tę listę weryfikacji dzięki czemu uległa znacznemu skróceniu. Za oznakę nabytej z czasem mądrości, uznaję też coraz większą zgodę na to, że świat jest taki, jaki jest. Mało tego, że ja jestem taka, jaka jestem... i dobrze mi z tym. Z wiekiem przyszła też utrata złudzeń: że np. małżeństwo, przyjaźń czy miłość będzie trwało do grobowej deski… Albo, że jak będę dobra dla ludzi, to oni zawsze będą dobrzy dla mnie itp. Brzmi smutno? Jak dla kogo. Osobiście uważam utratę złudzeń za coś pozytywnego! Bo o dziwo, gdy człowiek przestaje kurczowo walczyć o nierealistyczne oczekiwania przychodzi moment ulgi i wyzwolenia.  I tak np. gdy przyjmiesz do wiadomości, że niema ludzi idealnych … to jakoś łatwiej jest zaakceptować brak doskonałości w sobie. Podobnie oddziałuje też świadomość tego, że nikt nie ma wszystkiego...a wtedy zaczynasz bardziej cieszyć się tym, co masz, bo wiesz, że w każdej chwili możesz mieć jeszcze mniej. Dojrzałość obliguje nas do akceptacji swojego wieku i jego niedogodności, jak też akceptacji etapu życia, który aktualnie jest naszym udziałem. To umiejętność pogodzenia się z faktem, że nasze ciało, priorytety i możliwości ewoluują. Umiejętność pogodzenia się z upływem czasu pomaga w docenianiu obecnego momentu.  A te najlepsze dla mnie momenty teraz to te, kiedy nic nie muszę, nigdzie się nie spieszę, nie jestem umówiona, nie mam żadnej pilnej rzeczy do zrobienia, jestem panią siebie i swojego czasu. Robię co chcę, kiedy chcę i w swoim rytmie. Muszę przyznać, że to coś cudownego, coś czego nie dane mi było doświadczyć w wcześniejszym życiu! 
 

4 komentarze:

  1. Święty spokój i samostanowienie to coś, o co zawsze warto dla siebie zawalczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda...to fundament naszego osobistego dobrostanu, naszej odporności psych. Gdy ma się kontrolę nad własnym życiem nie grozi wypalenie. Mając realny wpływ na codzienność umacniamy w sobie poczucie sprawczości, a to klucz do życia w zgodzie ze sobą, do zadowolenia.

      Usuń
  2. Bardzo bliskie jest mi to spojrzenie na dojrzałość jako na pewien rodzaj spokoju, a nie rezygnacji. Chyba z czasem człowiek naprawdę zaczyna rozumieć, że nie wszystko trzeba naprawić, wyjaśnić i ciągle analizować — czasem wystarczy pozwolić rzeczom odejść. Zastanawiam się tylko, czy każdy potrafi dojść do tego etapu, czy może niektórzy po prostu całe życie noszą w sobie ciężar dawnych spraw? Dla mnie największym luksusem z wiekiem też staje się właśnie ten święty spokój i możliwość życia we własnym rytmie. 🙂

    OdpowiedzUsuń
  3. umiejętność odpuszczania wymaga dużej dojrzałości emocjonalnej. Niestety, przebaczenie jest często mylone z akceptacją krzywdy, przyzwoleniem na złe traktowanie i pewnie dlatego nie każdy potrafi dojść do tego etapu. Wielu ludzi utyka w żalu na lata, a nawet nosi w sobie ciężar dawnych spraw przez całe życie . Podtrzymywanie urazy daje im złudne poczucie kontroli, jest swoistą próbą wymierzenia sprawiedliwości na swoim wrogu.

    OdpowiedzUsuń

Dwa monologi nie czynią dialogu... - Jeff Daly

  Uczy się nas, że trzeba rozmawiać ... owszem, ale to niestety nie jest antidotum na wszystko.  Rozmowa nie jest cudownym lekiem na każdą s...